Teraz jest poniedziałek, 23 paź 2017, 08:15


Opowieści o najgorszych burzach, jakie w życiu przeżyliśmy

Dyskusje nie ujęte w ramy innych działów, tematy dowolne.
Regulamin działu Pomimo faktu że jest to HydePark, obowiązują tu zasady netykiety, dobrego wychowania oraz poprawnej pisowni. Wszelkie łamanie tych zasad grozi ostrzeżeniami!
  • Autor
  • Wiadomość
Offline

Windforce

Sympatyk

Sympatyk

  • Posty: 127
  • Dołączył(a): niedziela, 3 maja 2009, 17:31
  • Lokalizacja: Mińsk Mazowiecki
  • Pseudonim: Windforce
  • Numer GG: 1666701

Opowieści o najgorszych burzach, jakie w życiu przeżyliśmy

Postsobota, 23 maja 2009, 23:39

Chciałbym, abyśmy tutaj mogli pobawić się w retrospekcję i mogli sobie poopowiadać o najmocniejszych burzach, jakie pamiętamy z dzieciństwa lub bliższej przeszłości. Czyli taki "kącik pisarski", na luzie, z polotem, a nie tylko suche relacje z zaobserwowanych zjawisk. ;) Chciałbym, aby były to zjawiska jakie sami przeżyliśmy na własnej skórze, no i oczywiście, żeby opowieści były jak najbardziej prawdziwe... Nie było takiego tematu do tej pory, mam nadzieję, że spodoba się Wam ten pomysł. :)

Więc zacznę, a że lubię dużo pisać i mam dziś na to czas, to przygotujcie się na prawdziwą powieść! ;)

Kiedyś kiedyś, mieszkałem w Łasku, na ziemi Łódzkiej. Tamtego regionu burze nie omijały, nie to co teraz w Mińsku... Miałem wtedy może z dziesięć latek i to była pierwsza burza, jaka odcisnęła w mojej psychice ślad i być może spowodowała, że zacząłem się burzami pasjonować. Stałem wtedy na balkonie z ojcem, który zawołał mnie, żebym popatrzył na błyskawice. Gdzieś dalej, na południu, stała granatowa, ciemna jak noc chmura, z której raz po raz waliły pioruny. Wtem, niebo nad nami nagle zaczęło zmieniać kolor na pomarańczowy! Nad nami musiała eksplodować wtedy nowa komórka, a zachodzące na czerwono Słońce podświetlało powstające chmury na ten niesamowity kolor. Pamiętam doskonale bajeczny kontrast między granatem stojącej na południu burzy, a pomarańczowym ogniem jaki zaczął nam kipieć nad głową. Zerwał się porywisty wiatr i nagle zaczęły, jeden po drugim, bić tzw. "suche pioruny". Raz po raz uderzały bardzo blisko a grzmoty były naprawdę potężne! Bardzo się wtedy bałem, uciekłem od razu z balkonu. Stojąc w oknie ujrzałem chyba pierwszy w życiu grad. Duże kule gradowe, z rzadka zaczęły spadać pionowo z nieba. Rozbijały się na samochodach i chodniku, podskakiwały jak piłki na trawie. Pamiętam ten niesamowity trzask spadających gradzin, wyły alarmy w samochodach na całym osiedlu... Niebo przeszywały non stop pioruny, a miało ono wciąż ten niesamowity, pomarańczowy kolor. Jeszcze dziś pamiętam, że nazwałem wtedy tamtą burzę "burzą z pomarańczowej chmury".

Innym razem, będąc u babci na wakacjach na Polesiu Lubelskim, przeżyłem solidny downburst lub linię szkwałową. Dzień był bardzo parny, wiedziałem, że będzie z tego jakaś burza. Faktycznie, zaraz po południu, nieboskłon zaciągnęły cirrusy z kowadła nachodzącej z południa komórki. Pamiętam, że jej progresja była niewiarygodnie szybka, nie minęło 15 minut jak była nieopodal! Byłem w szoku, nieraz obserwowałem takie kowadła na południowym widnokręgu, jednak zwykle mijała nawet godzina, nim burza dotarła na miejsce, zazwyczaj rozmywając się po drodze. Przy tamtych jednak, ta była szybka jak Predator! Nigdy nie widziałem, żeby burza pojawiała się tak szybko. Stałem wtedy w oknie, mając widok na wysoki modrzew przed babci blokiem i dwa włoskie orzechy pod nim. Dalej widać było rząd wysokich topól. Zaczął już kropić deszcz, wiatr był słaby, wiał od chmury. Nic szczególnego, nie zanosiło się na nic groźnego. Będąc w domu, nie mogłem przecież widzieć przez wysokie drzewa, prawdopodobnie potężnego, rotującego shelfa, nadciągającego z niewiarygodną prędkością pociągu ekspresowego prosto na nas... W pewnej chwili usłyszałem złowrogi, narastający szum. Oho, idzie wiatr - groźne słowa ojca pamiętam do dziś... Potem przerażony wypowiedział już tylko niecenzuralne słowo... Trzymajcie okno! - krzyczała matka, a ja ujrzałem, jak w jednej chwili czubki topól zginają się poziomo do ziemi niczym trzcina i nikną po kolei w jakiejś białej zasłonie... Szum zmienił się w ryk! Ten przerażający dźwięk ciężko z czymkolwiek porównać... Zawył wiatr w nieszczelnych oknach, a za nimi przez moment nie było widać nic, po prostu biała kipiel! Nogi ugięły się pode mną. Nie zdążylibyście policzyć do trzech, jak niszczycielska fala przetoczyła się i wszystko ucichło. Myślałem, że padnę ze strachu, ale dzielnie stałem w tym oknie... Padał ulewny deszcz, ale już można było ujrzeć bilans strat. Pękła szyba, a stary, wysoki modrzew przewrócił się, całkowicie dewastując wspólnie z naporem wiatru obydwa dorodne orzechy. Rząd topól wyglądał niczym połamane badyle, zerwało przyłącze elektryczne... Dwie wysokie anteny spadły z dachu blisko naszego samochodu stojącego pod blokiem. Zerwane z dachu płaty blachy falistej przeleciały kilkadziesiąt metrów. W okolicy, zniszczeń było wtedy naprawdę dużo. Cud, że nic w nasz samochód nie uderzyło... To była zdecydowanie najgorsza burza, jaką kiedykolwiek przeżyłem.

Ostatnia historia wiąże się z ostatnimi wydarzeniami z 15 sierpnia 2008 roku. Dzień po niszczycielskich trąbach powietrznych w opolskim, niebezpieczna strefa znalazła się dokładnie nad moją głową. Miałem już wtedy dużą wiedzę, popartą wieloma obserwacjami jednak zdecydowanie mniej groźnych burz, niż ostatnio opisana. Ta historia niesie za to pewną lekcję, dlatego ją opowiem. Tego dnia obserwowałem po godzinie 16 gwałtownie wypiętrzającą się chmurę burzową. Stała 15-20 km na północ od Mińska. Nigdy jeszcze nie widziałem tak żywiołowej konwekcji, chmury dosłownie buchały w niebo. Nigdy nad Mińskiem nie powstawało nic podobnego... Wiał silny, stabilny wiatr z południa prosto pod ową superkomórkę, która niczym gigantyczny smok pochłaniała kolejne congestusy z linii oskrzydlającej, wijącej się na wschód od mojego punktu obserwacyjnego. Wiedziałem, że to nie wygląda dobrze, jednak czułem się bezpiecznie, obserwując kierunek wiatru i położenie rodzącego się na północy potwora, który potężniał i odsuwał się na północ. Zachęcony, odszedłem jakieś 200 metrów od domu, aby mieć lepszy widok na całą sytuację. W pewnej chwili z zachodu na wschód przeleciała ławica bardzo niskich chmur, która dołączyła do linii oskrzydlającej kotłującej się na wschodzie i znacznie pociemniała. Zerwał się porywisty wiatr i gwałtownie się ochłodziło. Niebo zaciągnęło się jednolitą warstwą stratocumulusów. Wtedy już byłem pewny że jest po wszystkim... Tak naprawdę powinienem już uciekać do domu, lecz pewność co do oceny sytuacji mnie zwiodła. Nie wiedziałem, że właśnie nad moją głową ktoś pociągnął za cyngiel i uruchomił potężną konwekcję. Warstwa niewinnych z pozoru stratocumulusów była w rzeczywistości podstawą ogromnego congestusa! Sytuacja potoczyła się już w okamgnieniu. Wiatr zamilkł, zrobiło się ponownie nieznośnie duszno i cicho. Ależ tam w górze musiało wtedy się kotłować! Po 5 minutach zreflektowałem się, że jest... podejrzanie ciemno, jak na godzinę 17! Zacząłem biec w kierunku domu, zaświeciły się latarnie. przerażony dostrzegłem, że na północy już nie ma tamtej superkomórki, ona w swej najciemniejszej podstawie właśnie wisiała prosto nade mną! Było dosłownie czarno, nie błyskało się i nawet nie grzmiało. Zero wyładowań, a chmura była czarna jak noc. Przerażająco to wyglądało... Tak, jakby całe niebo niczym olbrzymi górotwór zawieszony w ciszy w górze, miał za chwilę zawalić się na moją głowę! Ledwo dobiegłem do domu i zaczęły lecieć pojedyncze kule gradowe, niektóre duże jak piłeczki pingpongowe. Tak jak kiedyś w Łasku, tak i wtedy podskakiwały na trawie i rozbijały się z trzaskiem o dachy i beton... Zawyły alarmy i z nieba spadła istna ściana wody razem z gradem... Nawet nie wiem, czy były jakiekolwiek wyładowania podczas tej burzy. Na szczęście nie było zagrożenia wiatrem, ani tornadem. Tylko ten grad... O mały włos nie wybił okien w nowym domu, gdzieniegdzie na dachu zostały drobniutkie wgniecenia i ryski - pamiątki. A z tej obserwacji wyciągnąłem ważną lekcję, że żadnej burzy nie wolno bagatelizować i obserwując je, nigdy nie można czuć się bezpiecznie. W absolutnie żadnym miejscu.
Nie każdy może się znaleźć na szczycie. Moim szczęściem jest to, że stałem obok.
Offline

sea

Sympatyk

Sympatyk

  • Posty: 1027
  • Dołączył(a): piątek, 9 maja 2008, 02:27
  • Lokalizacja: Warszawa
  • Pseudonim: Sea
  • Numer GG: 0

Opowieści o najgorszych burzach, jakie w życiu przeżyliśmy

Postniedziela, 24 maja 2009, 01:12

Pamiętam ten dzień jak dziś. Nigdy wcześniej nie widziałem takiej burzy. Był to dzień 20.07.2001 (chyba, ogimet pokazuje bardzo podobny przebieg). Przeszły wtedy dwie burze. Jedna była słabsza, nie zaobserwowałem szczególnych zjawisk oprócz ulewnego deszczu i silnych, bliskich wyładowań. Przeżyłem ją w samochodzie, w okolicach Placu Narutowicza. Kolejna zastała mnie w domu. Wychodzę na balkon i widzę coś, co chciałbym jeszcze zobaczyć w życiu choć raz. Czarny shelf. Prawdziwie czarny, jak żyję, nie widziałem bardziej ciemnego. To był majestat. Zrobiło się ciemno, lunął deszcz, wyładowania były potężne, szyby drgały. To była prawdziwa masakra, żaden lipiec 2005 czy nawet sierpień 2008 tego nie pobił (wyglądem i majestatem nawet nie zbliżyły się do tej burzy, chociaż w sumie nie powinienem wspominać o 15.08.2008, bo ta burza była za późno, by oceniać "ciemność" chmury). Tylko jedno zdjęcie, które znalazłem w sieci, przypomina zjawisko, które przeżyłem. Zdjęcie z burzy w sierpniu 2006, jednak niestety nie byłem jej świadkiem... Byłem oddalony od Warszawy. Takich dni, jak ten z opisaną wyżej burzą, mogłoby być więcej.

Aha, pamiętam jeszcze, że w tym dniu jakiś prezenter pogodowy (chyba Skiba) powiedział coś w stylu: "nad Warszawą przeszła właśnie tropikalna burza". Może dlatego tak lubię wysokie temperatury? ;)
Obrazek
Offline

karol_pomarancza

Zarejestrowany

Zarejestrowany

  • Posty: 13
  • Dołączył(a): wtorek, 17 cze 2008, 00:02

Opowieści o najgorszych burzach, jakie w życiu przeżyliśmy

Postniedziela, 24 maja 2009, 01:45

Moja historia dość, krótka ale tej burzy nie zapomnę do końca - co prawda nie mam, żadnych wspomnień związanych z jakimiś innymi zjawiskami niż pioruny :P.

Od małego powtarzano mi, że sprzęty należy wyłączać w trakcie przechodzenia burzy, tak też robiłem do pewnego czasu. Później trochę podrosłem i w burzowe dni najczęściej grałem na moim pegasusie ;) nie przejmując się tym, że coś się może stać poważnego. O jakże się myliłem i dopiero późniejsze doświadczenie pokazało mi, że jednak może.
Miałem wtedy z 8-9 lat, była wiosna bądź lato roku 1996/1997, godziny popołudniowe. Była burza a ja zagrywałem się w jakąś tam kolejną odmianę Mario. Waliło dość porządnie piorunami ale to mnie nie ruszało, grałem w najlepsze, do czasu... Kiedy piorun trafił w mój dom, a prawdopodobnie w antenę telewizyjną. To co mi najbardziej utkwiło w głowie to rozsadzony zasilacz telewizyjny przez piorun, a później sam widok tegoż piorunka "uciekającego" z resztek zasilacza do grzejnika (mniej więcej 30 cm odległości od zasilacza), z którego poprzez rurki dostał się na wyższe piętro. Dosłownie miałem piorunka w domu, widziałem bardzo jasne światło, przypuszczam, że mógł być to nawet piorun kulisty. Wszystko działo się bardzo szybko. Odłamkiem zasilacza dostałem pod oko, w policzek i na całe szczęście tam, bo gdyby ten odłamek poleciał trochę wyżej mógłbym mieć teraz jedno oko mniej. Konsekwencją zamachu burzy na mój dom był popalony sprzęt elektryczny: antena (przy zdejmowaniu przez mojego Tatę z dachu rozsypała się w dłoniach), 2 telewizory (tutaj śmieszna sprawa gdyż koło jednego TV znajdował się odtwarzać VCR, który o dziwo działał sprawnie po tym wydarzeniu), telefon i pegasus, więc straty były sporę. Należy dołożyć do tego jeszcze taki fakt, że w ścianach gdzie znajdowały się rurki doprowadzające wodę do grzejników powywalało tynki, ogromna siła.
Przypuszczalna droga piorunka wyglądała tak: (dach) antena > (piętro 1) tv1 > (parter) tv2 + pegasus + zasilacz > grzejnik > rurki (od siły pirorunka poszedł telefon bo akurat rurki były z kilkanaście CM od tel.) i gdzieś nastąpiło jego rozejście na drugim piętrze, gdyż tam zaobserwowałem ostatni ślad, jakim była spora wyrwa w ścianie, gdzie właśnie znajdowały się rurki od grzejnika. Takie moje przypuszczenia z uwzględnieniem rozmieszczeniem pomieszczeń. Podsumowując połowa domu "spalona" druga nie tknięta wcale, a do tego przeżycia masakryczne :P.

Od tamtego czasu co burze wyłączam sprzęty wszelkie z kontaktów, oraz jak jest jakaś mocniejsza to i nawet korki wykręce :P. Po tych wydarzeniach miałem spory lęk co do burz który z czasem osłabł. Na tyle, że już teraz jest bardziej ok niż było kiedyś, nie mniej jednak i tak dostaje sporą dawkę adrenaliny w trakcie trwania burzy.

Taka moja historia ;).

Pozdrawiam.
Offline
Avatar użytkownika

Krzysztof_Ostrowski

SkyPredict

SkyPredict

  • Posty: 1453
  • Dołączył(a): wtorek, 30 wrz 2008, 14:36
  • Lokalizacja: Białystok
  • Numer GG: 8744878

Opowieści o najgorszych burzach, jakie w życiu przeżyliśmy

Postniedziela, 24 maja 2009, 10:46

Pamiętam rok 2001. Wówczas spędzałem lipiec z ojcem na Mazurach na posesji kuzyna. To był burzowy miesiąc. Pamiętam, że dzień przed burzą (o której opowiadam) zrobiło się niezwykle gorąco. W nocy wciąż było bardzo ciepło tak, że ciężko było spać (i to w namiocie!). O 4 rano wstaliśmy i poszliśmy na ryby. Takiej nocy nie pamiętam, było gorąc! Następnego dnia wczesnym popołudniem przeszła lekka burza, a potem ojciec postanowił jeszcze raz wybyć na ryby. Ja miałem obawy, że najgorsze jeszcze nadejdzie. Tak też się stało. Pod wieczór zachodni horyzont zaciągnął się granatowymi chmurami i co chwila grzmiało. Mój ojciec ledwo uciekł przed szybką nadciągającą nawałnicą, a ja po 18 musiałem jeszcze pójść po mleko :D Gdy tak wracałem powoli z baniakiem burza nadciągnęła. Pamiętam coraz więcej wyładowań i wręcz fioletową chmurę z szelfem na przedzie. Nade mną zaczynało się piekło, a ja musiałem iść powoli, by nie rozlać mleka! :P Mimo wszystko to była chyba moja najszybsza przechadzka z bańką mleka w życiu ;)
Gdy się schowaliśmy u kuzyna w chacie zerwał się niesamowity wicher. Chyliło drzewa, latały gałązki i nawet gałęzie. Dach chaty trzeszczał, a deszcz "padał" poziomo, niesamowite wrażenie. Strzelały pioruny, było bardzo ciemno. O dziwo ukryty wśród jabłonek namiot przetrwał, chodź część śledzi została mocno przez wiatr poluzowana. Z tego co pamiętam przed burzą termometr (w cieniu był) wskazywał 34 stopnie, a po niej 16...Nawet biorąc pod uwagę brak precyzji termometru spadek temperatury był straszny.

Z tym miejscem (okolice Starych Juch) wiąże się sporo moich przeżyć burzowych z dzieciństwa, zwłaszcza te nocne spod namiotu ;) Zresztą postanowiłem tam pojechać ponieważ kiedyś mój ojciec opowiadał mi o piekielnej burzy, którą przeżył będąc tam na rybach.
Pozdrawia Krzysiek ;)

Obrazek
gg: 8744878
e-mail: krzysio.ostrowski@gmail.com

Rafał_Cieślak

Opowieści o najgorszych burzach, jakie w życiu przeżyliśmy

Postniedziela, 24 maja 2009, 10:50

No więc ja napiszę, swoją najgorszą burzę.


Wydaje mi się, że było to w tamtym roku, w wakacje. Byłem na festynie, który organizowała moja szkoła. Około godziny 17 z daleka widziałem czarną chmurkę.. były wyładowania chmurowe. Wiatr się wzmagał, wten zadzwonił do mnie tata, poinformował mnie, że przyjedzie po mnie, bo "idzie" bardzo straszna burza. Posłuchałem Go - nie żałuję. Jadąc do domu widziałem potężnego shelf clouda, który nabierał rotacji. Mezocyklon był na 100%. Było bardzo dużo doładowań doziemnych, bardzo blisko uderzających. Bardzo się bałem, ponieważ w ogonie burzy, obniżała się chmura stropowa i RFD. Tornado, małe, było kilkanaście km ode mnie. Wybrało wodę z kilku stawów. Bardzo się bałem.
Offline
Avatar użytkownika

karol śliwa

Sympatyk

Sympatyk

  • Posty: 350
  • Dołączył(a): sobota, 7 lut 2009, 09:23
  • Lokalizacja: Limanowa/Oslo/Köln
  • Numer GG: 8692746

Opowieści o najgorszych burzach, jakie w życiu przeżyliśmy

Postniedziela, 24 maja 2009, 12:09

No to ja też zabiore głos.

Moja przygoda z najgorszą burzą(super komórką która dała trąbe na północ od Krakowa) była taka.Wieczorem z 23/24 lipca, jezdziłem rowerem po swojej wiosce w odali widziałem burzę która była bardzo silna błyskało się niemal co 2 sekundy.Postanowiłem chwile poczekać aż dotrze do mnie myślałem że minie sporo czasu zanim przyjdzie ta burza ale za jakieś 10 min., zobaczyłem potwora.To więc dałem kopa swoją furą(rowerem) i do domu.Czekałem na strychu i przyszła burza z pięknym shelfem.Bałem się była to godzina między 20/22 dokładnie nie pamiętam.Wiatr wiał z 90km/h,i w tym czasie przyjechał brat i musiałem z nim jechac bo wujek miał stuczkę więc trzeba było auto sprzątnąć.Gdy dojechaliśmy na miejsce stuczki tam burzy nie było ale gdy już zapakowaliśmy auto,i odjechaliśmy wjechaliśmy wprost pod burzę,sypał grad mniej-więcej 3cm,o piorunach już nie wspomne które waliły z 10/20/30m od nas :( .Dojechaliśmy do domu z pękniętymi szybami,ale dojechaliśmy poszlismy do domu bo było już po burzy ale coś mi wtedy nie pasowało bo nadal było parno a była gdzieś godz. 22.Coś się zaczeło dziać wiatr znowu przybrał na sile,ale tym razem chyba ze 110km/h,okno ledwo trzymało,bez przerwy były pioruny doziemne.Gdy wyszłem na drugi dzień zobaczyłem pełno gałęzi i grube drzewa powyrywane z korzeniami,to była straszna burza.To chyba była ta superkomórka która przebyła tyle tysięcy kilometrów.
Gadu-Gadu:8692746
Pozdrawiam Karol
Obrazek
Offline

Windforce

Sympatyk

Sympatyk

  • Posty: 127
  • Dołączył(a): niedziela, 3 maja 2009, 17:31
  • Lokalizacja: Mińsk Mazowiecki
  • Pseudonim: Windforce
  • Numer GG: 1666701

Opowieści o najgorszych burzach, jakie w życiu przeżyliśmy

Postniedziela, 24 maja 2009, 13:10

No proszę jak temacik się rozkręca... :) Ja też nieraz uciekałem rowerem przed burzą, jedna ucieczka zakończyła się zdartymi na asfalcie rękami. ;) A raz gdy burza złapała mnie i moich znajomych w plenerze to daliśmy za wygraną - brak przystanków i jakichkolwiek zabudowań poskutkował tym, że nie mieliśmy na sobie ani milimetra suchej tkaniny a z butów wylewaliśmy wodę jak z butelek. :P
Nie każdy może się znaleźć na szczycie. Moim szczęściem jest to, że stałem obok.
Offline

Kacpus

Zarejestrowany

Zarejestrowany

  • Posty: 29
  • Dołączył(a): czwartek, 21 maja 2009, 10:17
  • Lokalizacja: Iwonicz Iwaniec
  • Pseudonim: artysta
  • Numer GG: 0

Opowieści o najgorszych burzach, jakie w życiu przeżyliśmy

Postniedziela, 24 maja 2009, 15:39

Przygotujcie się.
Było to koło 6 lat temu gdy wstałem padał deszcz było parno i na niebie pędziły niskie fractusy.Po deszczu zrobiło się parno,bezwietrznie i na niebie jedynie wisiał pogrubiający się altostratus.Pojechałem z tatem do czarnej.Jechaliśmy przez las a tu wiatr.Drzewa uginały się w połowie.Gdy wyjechaliśmy z lasu na horyzoncie pojawił się niski pędzący jak odrzutowiec wał fractusów a za nim biel.Gdy wał fractusów przeszedł lunęło deszczem tak mocno że drzewa 5 metrów od nas były ledwo widoczne buch grzmotnęło tak że autem zatrzęsło.Ulewa trwała 2 godziny gdy deszcz trochę ustał niebo zrobiło się żółtawe i wyjrzało słońce.Za godzinę komórka była już daleko i było widać jej kowadło było ono symetrycznie okrągłe a na południe od niego wybuchały cumulusy congestusy.Podstawa kowadła nie była widoczna o zasłaniały ją białe pokręcone smugi opadowe.Po burzy temp spadła z 32*C do 12*C.Następny dzień był mglisty i zimny.
Pozdrawiam Kacpus.
Offline
Avatar użytkownika

Paweł_Cholewa

Członek stowarzyszenia

Członek stowarzyszenia

  • Posty: 1822
  • Dołączył(a): poniedziałek, 14 lip 2008, 22:16
  • Lokalizacja: Kraków
  • Pseudonim: Pablo
  • Numer GG: 8739674

Opowieści o najgorszych burzach, jakie w życiu przeżyliśmy

Postniedziela, 24 maja 2009, 16:15

Windforce napisał(a):No proszę jak temacik się rozkręca... :)
Windforce, bardzo dobry temat, więc i się rozkręca ;), opowiadania łowców burz hehe :).
karol śliwa napisał(a):Moja przygoda z najgorszą burzą(super komórką która dała trąbe na północ od Krakowa) była taka.Wieczorem z 23/24 lipca...
Karol, ona wystąpiła w nocy z 23 na 24 sierpnia ( nie lipca ;)) roku 2007. Tej nocy nigdy nie zapomnę.

Najgorszą burzę jaką w życiu przeżyłem to była właśnie ta superkomórka, o której napisał Karol. To fakt, była ona wyjątkowa, wędrując kilka tysięcy kilometrów, przeorganizowując się, wyładowując się w Małopolsce. Przyniosła bardzo dużo zniszczeń, ale była przepiękna.

Wracając z działki od kolegi, do domu, to było gdzieś po północy, powietrze było bardzo zmętnione, było bardzo ciepło i duszno jak na noc, temperatura wynosiła chyba około 27 kresek na plusie. Gdy kładłem się do łóżka, po chwili usłyszałem nieprzerwane odgłosy wytłumionego huku, gdy wyjrzałem z ciekawości przez okno, ujrzałem na horyzoncie zarysy ogromnej chmury burzowej, która była rozświetlana nieprzerwanie przez wyładowania atmosferyczne. Było mnóstwo wyładowań chmurowych, po chwili dzięki łunie, która wytwarza miasto, mogłem ujrzeć napływające nade mnie kowadło, które w szybkim tempie się przesuwało. Sam widok bijących tak często piorunów, mnie z deka przeraził. Gdy burza się zbliżała, huk był coraz głośniejszy, pozamykałem wszędzie okna, oprócz mojego, by dobrze obserwować sytuację. Burza w szybkim tempie się zbliżała, szła prosto na Kraków, gdzieś tak koło godziny pierwszej, widziałem zarys Shelfa, rozświetlanego przez bijące za nim pioruny doziemne, które były słabo widoczne, gdyż znajdowały się za mglistą powłoką. W pewnym momencie ujrzałem kilka zielonych błysków, sądzę, iż mogły powstać od uderzeń pioruna w słupy energetyczne. Po tym zdarzeniu usłyszałem w oddali nasilający się huk, nie byłem pewny czy to będzie gradobicie, czy wichura, ale jak już usłyszałem trzaski drzew i gałęzi, to wiedziałem co nadjedzie, nadeszło najgorsze uderzenie. Szybkim tempem zamknąłem okno i obserwowałem sytuację. Nastąpił ogromny, potężny podmuch wiatru, wiało ponad 100km/h ( porywy miejscami dochodziły do około 120km/h :!:), wraz z potężną ulewą, huk wiatru był tłumiony przez lejące się strugi intensywnego deszczu na moje okna, jakby wiadrami co chwile oblewano szyby, masakra, widziałem jak drzewa przed moim oknem prawię się kładły, tak zacinało deszczem, że moje okna zaczęły przepuszczać wodę, trwało to kilka minut. Prawie w ogóle nie słyszałem grzmotów, tylko błyski było można dojrzeć co jakiś czas, przez gęstą zasłonę deszczu. Kiedy wszystko powoli ucichło, na N od miasta było co chwila widać rozbłyski, oraz słychać potężne grzmoty. Burza szybko przemieszczała się w kierunku północnym, przyniosła ona trąbę powietrzną w okolicach Krakowa, była to najsilniejsza burza, jaką w życiu przeżyłem.

Ogrom zniszczeń można było dostrzec rano, przy bezchmurnej słonecznej pogodzie. Mnóstwo drzew połamanych, bądź wyrwanych z korzeniami, komnaty wawelskie zalane, uszkodzone rzeźby, nawet bardzo grube pnie drzew zostały przełamane, uszkodzone trakcje i linie energetyczne, zalane domy i piwnice. Krakowskie planty wyglądały jak po wojnie, telewizje mówiły o potężnej nawałnicy, która przeszła przez miasto. Niektórzy mieszkańcy, mówili że słyszeli huk i widzieli jakby trąbę powietrzną. To było coś niesamowitego, chciałbym powtórkę tej burzy. Niestety piękno takich zjawisk, powoduje zniszczenia.

Jeszcze mała ciekawostka, gdy wracałem do domu, razem z kolegami zauważyliśmy dziwną rzecz, tak gdzieś na godzinę przed burzą, zauważyliśmy porządny rozbłysk, jakby z flesha aparatu, ale nikt takowego nie miał, a wokół nas nie było żadnej osoby, ani linii trakcyjnych. Czy możliwe jest by taki rozbłysk był z tej nadchodzącej komórki, która jeszcze była w miarę daleko :?: Naprawdę było to dziwne...
Pozdrawiam - StormHunter®
Obrazek
E-mail: pawciokrk89@gmail.com Mój kanał na YouTubePawcioKrk
Offline
Avatar użytkownika

Krzysztof_Ostrowski

SkyPredict

SkyPredict

  • Posty: 1453
  • Dołączył(a): wtorek, 30 wrz 2008, 14:36
  • Lokalizacja: Białystok
  • Numer GG: 8744878

Opowieści o najgorszych burzach, jakie w życiu przeżyliśmy

Postniedziela, 24 maja 2009, 19:26

Paweł_Cholewa napisał(a): Jeszcze mała ciekawostka, gdy wracałem do domu, razem z kolegami zauważyliśmy dziwną rzecz, tak gdzieś na godzinę przed burzą, zauważyliśmy porządny rozbłysk, jakby z flesha aparatu, ale nikt takowego nie miał, a wokół nas nie było żadnej osoby, ani linii trakcyjnych. Czy możliwe jest by taki rozbłysk był z tej nadchodzącej komórki, która jeszcze była w miarę daleko :?: Naprawdę było to dziwne...


Owszem, ten błysk co widziałeś to zjawisko, które czasem zdarza się w nocy z dala (nawet kilkadziesiąt km) od nadchodzącej burzy.
Nie obserwuje się samego wyładowania, a łunę od odległego silnego wyładowania. Nie mam pewności, ale być może tę łunę wywołują blue jets. Kiedyś miałem jeszcze dziwniejszą sytuację. Otóż takie zjawisko pojawiło się przy bezchmurnym niebie zaraz po zachodzie słońca! Nie było jeszcze ciemno, zmierzch dopiero zapadał. Myślałem, że to może UFO :D Po godzinie było widać już rozbłyski od dalekiej burzy.
Pozdrawia Krzysiek ;)

Obrazek
gg: 8744878
e-mail: krzysio.ostrowski@gmail.com
Offline
Avatar użytkownika

Zibi

Sympatyk

Sympatyk

  • Posty: 428
  • Dołączył(a): sobota, 21 lut 2009, 18:18
  • Lokalizacja: Wieruszów/Łódzkie
  • Pseudonim: Zibi
  • Numer GG: 4178395

Opowieści o najgorszych burzach, jakie w życiu przeżyliśmy

Postniedziela, 24 maja 2009, 19:53

Windforce napisał(a):Kiedyś kiedyś, mieszkałem w Łasku, na ziemi Łódzkiej. Tamtego regionu burze nie omijały, nie to co teraz w Mińsku... Miałem wtedy może z dziesięć latek i to była pierwsza burza, jaka odcisnęła w mojej psychice ślad i być może spowodowała, że zacząłem się burzami pasjonować. Stałem wtedy na balkonie z ojcem, który zawołał mnie, żebym popatrzył na błyskawice. Gdzieś dalej, na południu, stała granatowa, ciemna jak noc chmura, z której raz po raz waliły pioruny. Wtem, niebo nad nami nagle zaczęło zmieniać kolor na pomarańczowy! Nad nami musiała eksplodować wtedy nowa komórka, a zachodzące na czerwono Słońce podświetlało powstające chmury na ten niesamowity kolor. Pamiętam doskonale bajeczny kontrast między granatem stojącej na południu burzy, a pomarańczowym ogniem jaki zaczął nam kipieć nad głową. Zerwał się porywisty wiatr i nagle zaczęły, jeden po drugim, bić tzw. "suche pioruny". Raz po raz uderzały bardzo blisko a grzmoty były naprawdę potężne! Bardzo się wtedy bałem, uciekłem od razu z balkonu. Stojąc w oknie ujrzałem chyba pierwszy w życiu grad. Duże kule gradowe, z rzadka zaczęły spadać pionowo z nieba. Rozbijały się na samochodach i chodniku, podskakiwały jak piłki na trawie. Pamiętam ten niesamowity trzask spadających gradzin, wyły alarmy w samochodach na całym osiedlu... Niebo przeszywały non stop pioruny, a miało ono wciąż ten niesamowity, pomarańczowy kolor. Jeszcze dziś pamiętam, że nazwałem wtedy tamtą burzę "burzą z pomarańczowej chmury".


Pamiętam podobną sytuację, było to dosyć dawno w sumie to nie było burzy ale dokładnie pamiętam jak całe niebo zostało pokryte przez pomarańczowe chmury. Zjawisko to wyglądało niesamowicie chmury były bardzo nisko, sprawiały wrażenie jakby były kilkanaście metrów nad ziemią, były pomarańczowe i poruszały się bardzo szybko bodajże w kierunku wschodnim, przy czym nie było czuć podmuchów wiatru, w ogóle było cicho i spokojnie co jeszcze bardziej potęgowało niepokój.
Zastanawia mnie co to tak na prawdę było, może ktoś będzie znał wyjaśnienie?
Offline

marta_oles

Zarejestrowany

Zarejestrowany

  • Posty: 28
  • Dołączył(a): środa, 15 kwi 2009, 20:40
  • Lokalizacja: Oleśnica/Opole
  • Pseudonim: marta_oles
  • Numer GG: 0

Opowieści o najgorszych burzach, jakie w życiu przeżyliśmy

Postniedziela, 24 maja 2009, 21:27

Najgorsza burza w Oleśnicy była w chyba 2006 roku, w poniedziałek zaraz po naszej miejskiej imprezie - Dni Oleśnicy. Weekend był upalny, w poniedziałek za to było strasznie duszno. Popołudniu zaczęło sie straszne chmurzyć. Niebo było niemal czarne, a to co rozpętało sie później... istna masakra. Zgnięła jedna osoba. Tak silnej burzy jak wtedy do tej pory nie widziałam.
pozdrawiam :)
Offline

suzi

Zarejestrowany

Zarejestrowany

  • Posty: 121
  • Dołączył(a): wtorek, 16 gru 2008, 00:23
  • Lokalizacja: Stalowa Wola
  • Numer GG: 0

Opowieści o najgorszych burzach, jakie w życiu przeżyliśmy

Postniedziela, 24 maja 2009, 21:35

Cóż moja najgorsza burza była 15 sierpnia 2008.Byłem wtedy u wujka w województwie Opolskim.Zaczął padać grad wielkości piłeczek golfowych.Co chwila się błyskało ,a wiatr w porywach dochodził do 120 km/h.Dodatkowo pojawił się ten bardzo nisko wiszący Shelf cloud.A następnie widać było chmurę chmurę stropową z oznaką silnej rotacji.Gdy to wszystko przeszło dowiedzieliśmy się o tornadzie które przeszło dosłownie kilka kilometrów od nas.Zniszczenia były ogromne :o .Następnie zaczął padać ulewny deszcz połączony z wiatrem który łamał gałęzie i nawet przewracał niewielkie drzewka.Błyskało się co kilka sekund.Nie mogłem spać i bałem się że podobnie stanie się z domem w którym byłem.
Offline
Avatar użytkownika

Marcin_Burda

Sympatyk

Sympatyk

  • Posty: 585
  • Dołączył(a): czwartek, 12 cze 2008, 11:53
  • Lokalizacja: Częstochowa Polska
  • Pseudonim: Burdzik
  • Numer GG: 6214027

Opowieści o najgorszych burzach, jakie w życiu przeżyliśmy

Postniedziela, 24 maja 2009, 22:47

Oczywiście że 15 sierpnia, ten dzień zorał mi mózg do końca mojego życia nie będę powtarzał tego co inni widzieli bo doskonale sobie wszyscy zdajemy sprawę i wiemy co wtedy się działo, raczej chce tu przypomnieć o przerażeniu i panice ludzi którzy stracili swój cały dobytek życia. Mojemu koledze z pracy wiatr zdmuchną cały dach , do tej pory mieszka w piwnicy bo remonty są kosztowne i długo trwają , tak naprawdę dla wielu 15 sierpnia wciąż trwa, ich warunki bytu znacznie się pogorszyły niż przed 15 sierpnia. Rząd początkowo pomocny później zapomniał o tym wszystkim. Miałem ten niezaszczyt być w strefie zniszczenia, owszem bardzo lubię takie zjawiska, lubię być blisko nich, obserwować je, robić im zdjęcia, video, ale Nie Daj Bóg by coś takiego jeszcze raz z taką zajadłą intensywnością się wytworzyło, bo wyobraźcie sobie przejeżdżać przez ulice gdzie domy wyglądają jak po bombardowaniu, jakbyście byli w strefie jakiejś wojny. Kolejnym moim negatywnym przeżyciem 15 sierpnia było to iż moja siostra która jest chora na autyzm strasznie źle przeżywała wszystkie te błyski, grzmoty do tego stopnia iż pod wieczór kiedy na przemian burze te przechodziły jak i przychodziły z coraz to silniejszą intensywnością, trzeba było zawołać pogotowie ponieważ po prostu jej psychika nie wytrzymała tego i dostała ataku paniki, dokładnie pamiętam jej przerażenie w oczach, było dla mnie to strasznym doznaniem. Dzień 15 sierpnia 2008 roku był przełomem jeżeli chodzi o przysposobienie na zjawiska meteorologiczne Polaków, do tej pory takie sceny oglądaliśmy tylko w telewizji, wtedy poczuliśmy to na własnej skurzę, ja tym bardziej bo nie dość że mój kolega z pracy płakał mi w ramionach po tym jak jego dom zamienił się z 2 piętrowego w 1 piętrowy, to jeszcze pomagałem swoją siostrę wsadzać do karetki taka była moja najgorsza burza i taki był mój 15 sierpnia 2008. Obym już nigdy czegoś takiego traumatycznego nie przeżył owszem można, ale nie z taką siłą zniszczenia. Jednak niczego nie możemy być pewni w tym sezonie jak i w następnych, dla tego tym bardziej trzeba pracować by ostrzegać w porę.
Marcin Burda
GG:6214027
E-Mail: lowcaburzczestochowa@wp.pl
Kom: 721-328-398
Nick: Burdzik
Skype: marcin.burda
Obrazek
Offline

meteoman

Sympatyk

Sympatyk

  • Posty: 523
  • Dołączył(a): piątek, 3 kwi 2009, 14:57
  • Lokalizacja: Lubartów - Okolice Lublina
  • Numer GG: 11562065

Opowieści o najgorszych burzach, jakie w życiu przeżyliśmy

Postponiedziałek, 25 maja 2009, 16:19

Było to dnia 02.08.08 .Ta burza przyszła bardzo niespodziewanie .Od rana było duszno i upalnie .Tego dnia był festyn nad jeziorem Firlej (15 km na północ od Lubartowa) .Nie oglądałem wtedy prognozy pogody ani nie spoglądałem na monitor .Wiedziałem że będę miał tego dnia burze bo było duszno i upalnie .Gdy byłem na Festynie to pierwsza burza przeszła bokiem .Po burzy zachmurzenie było całkowite przysłonięte stratusami .Byłem zawiedziony bo myślałem że to już koniec na dziś .Tak się złożyło że moja siostra została na festynie i miałem później przyjechać po nią z mamuśką .Wróciliśmy do Lubartowa i po godzinie na horyzoncie zobaczyłem ciemne ,granatowe chmury z których widoczne były wyładowania .Tak się złożyło że był to Shelf Cloud .W tym czasie siostra zadzwoniła do mnie żebyśmy ją już zabrali bo idzie burza .No ja się ucieszyłem z tego że będę w samochodzie podczas nawałnicy (lubię to ;) ) .Samochód wraz z mamą nie był z tego zadowolony bo trochę się zarysował przez łamiące się konary drzew .Padał na dodatek grad i ulewny deszcz .Widoczność była taka że nie dało się jeździć więc zatrzymaliśmy się .Czekaliśmy aż deszcz ustąpi ale nic z tego .Dalej waliło ale już bez gradu .Kiedy dojechaliśmy na festyn było jak po tornadzie i powodzi .Wszystko było w wodzie ,scena przewrócona a nawet małe przyczepki campingowe były przewrócone albo przesunięte .To była elegancka burza :D .Takich jak najwięcej ;)
Ostatnio edytowano czwartek, 11 cze 2009, 23:06 przez sea, łącznie edytowano 2 razy
Powód: "Warstwowe stratusy" oraz kilka błędnie zastosowanych/niezastosowanych polskich znaków diakrytycznych.
Obrazek Pozdrawiam Karol Obrazek
Offline
Avatar użytkownika

Piotr_Skowroński

Sympatyk

Sympatyk

  • Posty: 1338
  • Dołączył(a): piątek, 30 sty 2009, 19:33
  • Lokalizacja: Krzyż Wlkp, 55 km na E od Gorzowa Wlkp.
  • Pseudonim: skowron
  • Numer GG: 2580519

Opowieści o najgorszych burzach, jakie w życiu przeżyliśmy

Postśroda, 10 cze 2009, 23:37

Witam. Chciałem opowiedzieć o mojej burzy z dzieciństwa, dodam że owa historia wydarzyła się na prawdę.

Pamiętam kiedyś.. to było w 2002 lub 2003 roku kiedy to wracałem z Czarnkowa autobusem ( Powiat czarnkowsko-Trzcianecki ). Jak wyjeżdżałem była ładna słoneczna pogoda, koło Wrzeszczyny zaczęła się pogoda psuć, na horyzoncie były już widoczne nieco ciemniejsze chmury. Jedziemy dalej i po ok: 10 minutach zaczęło się... Aż mi łezka się kręci kiedy to pisze. Nagle zerwał się bardzo silny porywisty wiatr w porywach który przekraczał grubo ponad setkę ponieważ praktycznie co 6 drzewo było wyrwane lub uszkodzone. W pewnej chwili zaczęły na dach autobusu upadać duże gałęzie drzew i jeszcze coś czego nigdy nie zapomnę - w pewnym momencie zobaczyłem wyrywające się drzewo z korzeniem, widziałem to dobrze przez okno ale po drugiej stronie siedzeń, ale na szczęście autobus wyprzedził je i upadło tuż za nim. Po za tym widziałem mnóstwo błyskawic i to nie byle jakich, jak spojrzałem przez okno ( chociaż trudno było cokolwiek dostrzec ponieważ było bardzo ciemno i lało jak by ktoś w autobus wiadrami oblewał - ściana deszczu ) zobaczyłem jak piorun na polu uderzył w drzewo które się zapaliło. Autobus musiał się zatrzymać ale dopiero to uczynił po dojechaniu koło Wielenia, ponieważ nie mógł tego zrobić szybciej bo po jednej jak i po drugiej stronie były drzewa i nie chciał narażać życia - rzecz jasna. W czasie postoju nagle oberwała się linia wysokiego napięcia która spadła na dach autobusu - pamiętam jak mój tata powiedział " nie dotykaj niczego, trzymaj ręce na kolanach " pomału autobus zaczął wycofywać i udało mu się strącić linę z dachu i pojechaliśmy dalej. Po dojechaniu do Wielenia praktycznie po ulicy nie dało się jechać, ale na szczęście wyszło słońce i spokojnie wróciliśmy do Krzyża Wlkp.

Niestety tylko tyle pamiętam, wtedy byłem jeszcze mały ale tego nie zapomnę chyba do końca życia. Napisałem prawdę jak ktoś nie wierzy jego problem, ale mam nadzieję że znajdzie się ktoś kto tamtą burzę też pamięta i potwierdzi.

Pozdrawiam
Offline
Avatar użytkownika

Tomasz_Linek

Sympatyk

Sympatyk

  • Posty: 931
  • Dołączył(a): poniedziałek, 23 cze 2008, 13:59
  • Lokalizacja: Gliwice
  • Numer GG: 6086255

Opowieści o najgorszych burzach, jakie w życiu przeżyliśmy

Postpiątek, 12 cze 2009, 22:23

Powinienem opowiedzieć o 15 sierpnia kiedy to nad Śląskiem przechodziła porządna nawałnica ale tego dnia akurat odpoczywałem na Mazowszu.Już rano wchodząc na blidsa na komórkę zauważyłem bardzo dużą ilość wyładowań na Śląsku i wiedziałem że tam się dużo dzieje.

Opowiem więc o innym dniu który napewno pozostał w naszej pamięci.Otóż dnia 12 lipca sprawdziłem prognozy i wiedziałem że następnego dnia będzie na co patrzeć.Rano jeszcze się upewniłem czy prognozy się nie zmieniły.Ale na szczęście nie.Sytuacja 13 lipca 2008 wyglądała tak

http://estofex.org/cgi-bin/polygon/show ... recast.xml

Było bardzo bardzo gorąco i parno.Po kilku godzinach niespodziewanie usłyszałem grzmot.Sprawdziłem na blidsie czy mi się przypadkiem nie zdawało,ale nie,blids to potwierdził.Była to pierwsza miniburza(1 wyładowanie i 0 deszczu) w Polsce tego dnia. Po zjedzeniu obiadu wyruszyłem wraz z rodzicami siostrą i babcią w podróż do Piekar Śląskich na teren ośrodka MOSiR gdzie odbywał się koncert śląskich zespołów oraz Dody.Po drodze zauważyłem ciemną chmurę ale bardzo bardzo daleko.Gdy dotarłem na miejsce było jeszcze ciepło i niebo praktycznie było pozbawione chmur.

Po godzinie niebo zaczęło się poważnie chmurzyć.Z południa nadciągała ciemna chmura.Po chwili zauważyłem mocny błysk.Kilka minut później błyskało się coraz mocniej i coraz bliżej.Muzyka grała głośno,nikt nie zdawał sobie sprawy z tego co będzie się działo później.Parę chwil potem zauważyłem piękną zieloną chmurę i wiedziałem że kroi się coś niezłego...Mocny błysk niedaleko sceny i nagle ten wiatr...Nie zapomnę tego do końca życia.Drzewa zaczęły się masakrycznie wyginać...Muzyka ucichła,po chwili zaczęło niemiłosiernie walić.Wszyscy zaczęli szukać schronienia.Zaczęło okropnie lać i coraz mocniej grzmieć,ja pobiegłem wraz z rodziną do auta.Obserwowaliśmy z auta tą burze.Samochód stał akurat pod drzewem a ja strasznie się bałem no wiecie...że piorun trafi w drzewo i zawali się na auto...Ale na szczęście tak się nie stało.

Burza trwała bardzo długo padał bardzo ale to bardzo ulewny deszcz a pod koniec zaczął padać grad(tylko nie pamiętam z nerwów jakich był rozmiarów ale chyba z 1-3 cm).Jeden piorun szczególnie mnie przestraszył gdy uderzył niedaleko mnie (prawdopodobnie w scenę oddaloną od auta około 70 m).Pioruny waliły i waliły ale w końcu burza się skończyła.Gdy wyszliśmy z auta zobaczyliśmy "pływający ulice".Zrobiło się też bardzo bardzo zimno.

Dokończyliśmy koncert i pojechaliśmy do domu.A po drodze mogliśmy okazję zobaczyć kolejny niezwykły spektakl burzy - pełno wyładowań atmosferycznych i ulewny deszcz.Gdy wróciłem do domu do Gliwic zastałem ulice pełne gałęzi ,prawdopodobnie padał duży grad.
Zmęczony i pełny wrażeń położyłem się spać.

I oto ta historia.Trochę się rozpisałem, ale to pewnie przez to że jest o czym.

Nie zapomnę tego dnia do końca życia,bo to co przeżyłem było czymś czego się nie zapomina.I oby w tym roku się to powtórzyło :D :)
tomasz.linek.1992@gmail.com
SONY DSC-H400 + 16 GB + statyw
https://get.google.com/albumarchive/100 ... 6586001303
http://www.youtube.com/user/tomasek141414

Sezon 2016 do 23 paź.
35 dni burzowych, 62 burze
57 słabych
4 średnie
1 silna
Offline

Michał_Lisiak

Sympatyk

Sympatyk

  • Posty: 988
  • Dołączył(a): czwartek, 15 maja 2008, 10:44
  • Lokalizacja: Inowrocław
  • Pseudonim: Mikelis
  • Numer GG: 0

Opowieści o najgorszych burzach, jakie w życiu przeżyliśmy

Postniedziela, 14 cze 2009, 16:21

Wielu z Was, którzy tu pisali, przeżyło potężne burze superkomórkowe. Jednak w moim życiu nie było nigdy aż tak gwałtownych zjawisk, ale chciałbym opowiedzieć o burzy, która wystąpiła 21 września 2000 r. Byłem wtedy z moją klasą w Biskupinie (miejscowość koło Żnina; znane centrum archeologiczne) na festynie. Dzień był typowo jesienny - od rana padał deszcz z grubych chmur Nimbostratus. Koło południa przestało padać, lecz niebo było zachmurzone. Po godzinie gdzieś 16 - 17 (nie pamiętam dokładnie) od zachodu zbliżyły się ciemne chmury. Ponownie rozpadało się, ale w przeciwieństwie do porannych opadów, deszcz był bardzo intensywny. Siedziałem wtedy z kolegami i koleżankami pod barowym parasolem. Nagle jedna z koleżanek zobaczyła błysk i z przerażeniem spytała, czy to burza. Po chwili znowu błysnęło, z każdą minutą błyskawic było coraz więcej a deszcz silniejszy. Rozpętała się bardzo gwałtowna, jak na III dekadę września, burza. Schroniliśmy się do autokaru, którym przyjechaliśmy na festyn, lecz burza nie dawała za wygraną, toteż postanowiliśmy wrócić do Inowrocławia. Przez całą drogę lało a pioruny waliły kilka razy w ciągu minuty. Najgorsza część burzy, czyli uderzanie piorunów, trwała przeszło pół godziny. Gdy wróciliśmy do Ina, to wciąż padało i błyskało się, lecz było już spokojniej. Jeszcze przez godzinę, może dwie było widać na niebie błyski a burza poszła w kierunku Torunia. Przypominałem sobie prognozę pogodę, jaka była na 21.09.2000. Otóż przez Polskę miały przejść dwa fronty - ciepły i zimny, a pomiędzy nimi niewielki front chłodny (wł. linia konwergencji). To właśnie na niej powstała ta ogromna burza, która prawdopodobnie była superkomórką.

Ogólnie rzecz biorąc, lata 2000 i 2001 były niezwykle burzowe na Kujawach. W lipcu 2000 roku przez Inowrocław przewaliły się silne burze superkomórkowe (widziałem charakterystyczne mammatusy na kowadle). Koledzy z klasy mówili nawet o jakieś trąbie powietrznej w podinowrocławskim lesie, ale nie mam jak tej tezy zweryfikować :( Pamiętam, jak z jednej superkomórki padał dość duży grad i non stop waliły pioruny
Pozdrawiam, Michał.
Adres email: mikelis5@wp.pl; michal.lisiak@op.pl
Offline
Avatar użytkownika

Mateusz_Wilczewski

Sympatyk

Sympatyk

  • Posty: 59
  • Dołączył(a): czwartek, 21 maja 2009, 22:09
  • Lokalizacja: kujawsko-pomorskie
  • Numer GG: 0

Opowieści o najgorszych burzach, jakie w życiu przeżyliśmy

Postczwartek, 25 cze 2009, 17:39

Ja mieszkam w takim miejscu, że burze które ja widziałem nie dosięgają do pięt tym które widzieliście Wy... I naprawdę nie mogę sobie przypomnieć najsliniejszej burzy bo większość to były słabe popierdówki... Było tam kilka z potężnym wiatrem, ale to trwało krótko (5 minut?). Najbardziej zapamiętałem burze z dzieciństwa... Pamiętam jak o godzinie 23.00 wyłączali prąd... A potem było słychać narastający huk... Wtedy holernie mocno bałem się burz... Nieraz nawet płakałem... Huk był coraz większy... Aż zaczęła się rzeź (słaba). Obok domu znajdował się transformator... Pioruny waliły w niego co chwilę... W gniazdku ciągle syczało... Było strasznie... Ale tak naprawdę to były zwykłe komórki burzowe... I wiecie co? Po większym zastanowieniu muszę przyznać że nigdy nie widzałem konkretnej superkomórki. ^^ Po prostu żałosne... :(
Offline

kasia_b92

Zarejestrowany

Zarejestrowany

  • Posty: 11
  • Dołączył(a): sobota, 4 lip 2009, 07:10
  • Lokalizacja: spod Suwałk
  • Pseudonim: hydroxide; kasia_b92;
  • Numer GG: 1043712

Opowieści o najgorszych burzach, jakie w życiu przeżyliśmy

Postsobota, 4 lip 2009, 15:05

Ja mam w zanadrzu dwie dość ciekawe opowieści.

Pamięta ktoś burzowe lato 2003? Ja pamietam jak dziś.

Miałam wtedy 11 lat. Byłam na dwutygodniowym zorganizowanym wypoczynku - zakwaterowani byliśmy w Suwałkach, a tego dnia akurat pojechaliśmy odwiedzić Wigierski PN i Sejny. W Wigrach wyszliśmy na zewnątrz. Dzień był gorący, nikt niczego się nie spodziewał. Aż tu nagle zza lasu wyszło kowadło burzowe. Opiekunowie zagnali nas do autokaru i czym prędzej pogrzaliśmy do Sejn. Jednak burza przyszła zadziwiająco szybko. Pamiętam, że rozpętała się ogromna wichura, a deszcz lał się strumieniami. Za oknem wszędzie fruwały gałęzie i różne inne, całkiem ciężkie przedmioty. W radiu ktoś mówił, że nad Piszem przeszła trąba powietrzna (pamięta ktoś?). Tą informacją nasza grupa ogromnie się przejęła. Byliśmy w Krasnopolu, kiedy nagle zobaczyliśmy korek. Okazało się, że drogę zawaliło świeżo przewrócone drzewo i musieliśmy wracać do Suwałk!

Suwałki wyglądały koszmarnie: wkoło ronda powywracane drzewka, wszędzie walają się połamane gałęzie. Dudni deszcz, wieje wiatr, ludzie boją się wyjść na ulicę w obawie przed czymś, czym mogą dostać w łeb. Z wiatrem nigdy nic nie wiadomo. To najgorsza burza, którą pamietam- może nawet superkomórkowa? Ludzie u mnie wspominają ją do dziś!


Teraz druga opowieść. Może nie dotyczy najstraszniejszej burzy, ale burzy przeżytej w najstraszniejszy sposób (;

Sierpień ubiegłego roku. Byłam na wakacjach u kuzynek pod Ełkiem. Akurat były imieniny jednej z nich, więc sprosiła kilka koleżanek. W sumie było nas 10. Wieczór był bardzo pogodny, więc ok. 19:00 postanowiłyśmy pójść razem pieszo wiejską drogą do oddalonej o 7 km Pisanicy. Szłyśmy, śpiewałyśmy, aż po 2 godzinach, o 21:00, w końcu doszłyśmy.
W Pisanicy stanęłyśmy sobie na mostku, aż tu nagle coś z tyłu błysnęło. Odwracamy się, a za nami, tam dokąd mamy wracać, pojawiła się na tle wieczornego nieba spora burzowa chmura! No to my- nogi za pas, może zdążymy wrócić!
Gdzie tam. Nawet nie zdążyłyśmy wyjść z Pisanicy, gdy burza przybliżyła się do nas tak, że słyszałyśmy grzmoty i padały na nas pierwsze krople deszczu. Byłyśmy naprawdę przerażone! Każda z nas wyłączyła telefon. Skuliłyśmy się na poboczu, nie wiedząc, co robić. W końcu jedna odważna włączyła komórkę i zadzwoniła po rodziców.

W samą porę! Ledwie wyłączyła z powrotem telefon, burza rozpętała się na dobre. Zaczęło grzmieć i padać. Siedziałyśmy skulone na poboczu, czekając na wybawienie. Po kilku dobrych minutach przyjechali po nas dwoma samochodami. Uff...

DObrze, że wróciłyśmy. Bo po naszym powrocie było jeszcze gorzej... Burza trwała do późnej nocy, była bardzo intensywna.
Mam chmury w głowie i głowę w chmurach (:
Mój podniebny ogródek:
http://meteorologiczny.blog.onet.pl
Offline

Maślana

Sympatyk

Sympatyk

  • Posty: 139
  • Dołączył(a): poniedziałek, 11 sie 2008, 18:59
  • Lokalizacja: Poznań
  • Pseudonim: Pyra, PoznanskaPyra
  • Numer GG: 5855249

Opowieści o najgorszych burzach, jakie w życiu przeżyliśmy

Postwtorek, 7 lip 2009, 18:09

Najgorsza burza jaką przeżyłem była pod namiotem. Koszmar!!! Łomot straszny wszystko mokre brrr :cry: . Od tej pory chodzimy od schroniska do schroniska :p
Offline

unrisenstar

Zarejestrowany

Zarejestrowany

  • Posty: 7
  • Dołączył(a): czwartek, 11 gru 2008, 16:32
  • Lokalizacja: Częstochowa/Toruń
  • Numer GG: 0

Opowieści o najgorszych burzach, jakie w życiu przeżyliśmy

Postśroda, 8 lip 2009, 02:52

Do lipca 2005 roku każda burza była dla mnie powodem do radości, zachowywałem się podczas nich tak, jakbym nie zachował się teraz,otwierałem duże okno na patio i oglądałem pokaz jaki czasami rozświetlał niebo.

W okolicach 20 lipca 2005 roku w okolicach Częstochowy przeszła bardzo silna burza z gradem, z bardzo porywistym wiatrem i bardzo "piorunodajna". Zaczęła się po godzinie 12 a skończyła około 15. W tym czasie doziemne wyładowania uderzały wkoło mojego domu, podmuchy wiatru kładły brzozy i modrzew, które stoją najbliżej.
Korzystałem w czasie tej burzy z komputera, miałem pootwierane okna, ładowałem telefon, wszystkie urządzenia były podłączone do prądu. W pewnym momencie 'wywaliło' korki, co często zdarza się podczas burz w mojej okolicy (Lgota) najprawdopodobniej w wyniku uderzeń w stację transformatorową lub w coś innego z przesyłem prądu związanego. W międzyczasie pozamykałem większość okien w domu i siedziałem gdzieś skulony ze strachu. Przypomniałem sobie o oknie w łazience - poszedłem, w chwili gdy sięgałem ku klamce zobaczyłem oślepiającą łunę światła, poczułem jakby kopnięcie prądem, wydałem nieświadomy bezwładny pisk i usłyszałem ogłuszający huk.
Byłem kompletnie przerażony. Ponadto było słychać jakiś trzask na dachu, włącznik światła w moim pokoju wystrzelił lecąc prosto i odbijając się od ściany naprzeciwko. Biegając bezwładnie po domu schroniłem się wtulony w psa i kota w korytarzu bez okien, gdzie czułem się powiedzmy prawie bezpiecznie. Krzyczałem do burzy niecenzuralne słowa nakłaniające ją do odejścia.
Po burzy pobiegłem do sklepu, w rowach wzdłuż ulicy było pełno wody, sąsiedzi stali na głównej ulicy. W sklepie dowiedziałem się, że w dach sklepu uderzył piorun, w dwa inne domy także, ponadto w sąsiednich wsiach było podobnie (Kalej, Szarlejka).
Po powrocie na podwórko zobaczyłem antenę, która najprawdopodobniej ściągnęła piorun, która zwisała z dachu, kilka roztrzaskanych dachówek, dwie cegły z komina, czyli w mój dom też trafiło...
W wyniku burzy spaliły się dwa telewizory, komputer, telefon, dvd, wideo, monitor.
Dziwną rzeczą było to, że na radiowej karcie do internetu było widać ślady osmalenia, a nadajnik wysiadł, tak jakby w niego też coś uderzyło, ale mogło to być skutkiem uderzenia w antenę główną, która znajduje się na dachu szkoły.
Od tego momentu każda burza, to dla mnie gehenna.

Druga burza, która wryła mi się w pamięć i spowodowała omdlenie, to burza z 2007 roku, ta podczas której zeszło tornado w Hubach, Skrzydlowie.
Wracałem wtedy pociągiem z Torunia o 16:21, gdy dojeżdzaliśmy do Kutna było widać olbrzymią ilość chmur, ale wraz z dojeżdzaniem do Częstochowy robiło się coraz gorzej, pioruny waliły co chwilę. Drodze z dworca do domu towarzyszył niemożebnie olbrzymi opad deszczu, ściana która zasłaniała wszystko. Kilkadziesiąt razy pioruny biły w najbliższej okolicy mojego domu, po uderzeniu jednego z 25-50m ode mnie, urwał mi się film, najzwyczajniej w świecie zemdlalem z przerazenia.

15 sierpnia miałem szczęście opuścić Częstochowę i przeżywałem tę burzę w Brodnicy. Tam dzięki pomocy przyjaciół oswoiłem jakoś lęk przed burzą, ale teraz obsesyjnie boję się silnego wiatru i większych burz. Trąba z 15 sierpnia zahaczyła o ulicę Ikara do ktorej w linii prostej mam jakieś 3km, las w Kalinie znam jak własną kieszeń bo jeździłem tam z dziadkami na grzyby za szczeniaka.

Dzisiaj też nie poszedłem spać, bo tvn jak i inne stacje szumnie obwieściły burze w całej Polsce, nie wierzę w ich prognozy, nie wierzę też w imgw i ich ostrzeżenia, które obejmują zbyt duży obszar. Dzięki Wam czuję się trochę pewniej.
Zdaję sobie sprawę, że dla wielu osób mój lęk przed burzami jest wręcz paranoiczny, że niepotrzebnie panikuję, ale mam brontofobię, a wydarzenia z lipca 2005 spowodowały u mnie traumę na całe życie. Co ciekawe, studiując w Toruniu i mieszkając w bloku, pozwalam sobie na oglądanie burz przy otwartym oknie, więc może to też efekt położenia mojego domu (oddalony trochę od głównej i jedynej ulicy, i blisko lasu).

Czego mnie nauczyła ta pierwsza burza ?
Toczę boje z rodzicami o zamykanie okien, odłączam wszystko od prądu, wyłączam korki. To daje mi małe poczucie bezpieczeństwa, ale i tak czuję strach.
Offline

Jakub_Wroński

Sympatyk

Sympatyk

  • Posty: 152
  • Dołączył(a): niedziela, 21 gru 2008, 13:03
  • Lokalizacja: Oleśniki (40 km od Lublina w strone Zamościa)
  • Numer GG: 9259214

Opowieści o najgorszych burzach, jakie w życiu przeżyliśmy

Postwtorek, 14 lip 2009, 09:25

I ja też się wypowiem.
Był to dzień 30 kwietnia 2009.
Około godziny 14:30 przeszła słaba burza. Przeszła spokojnie.
Ale około godziny 16 nadeszła mała chmurka. Myślałem ze nic nie będzie z tego ale jednak.
To był dosłownie moment,nie było grzmotów. W jednej chwil zerwał się bardzo silny wiatr, w domu panował jeden huk.
To było straszne.
Pozdrawiam.
Kula sie obraca i git majonez.
Offline
Avatar użytkownika

djfizyk

Zarejestrowany

Zarejestrowany

  • Posty: 18
  • Dołączył(a): czwartek, 13 lis 2008, 18:03
  • Lokalizacja: Zduńska Wola
  • Pseudonim: djfizyk
  • Numer GG: 1678237

Opowieści o najgorszych burzach, jakie w życiu przeżyliśmy

Postwtorek, 14 lip 2009, 09:46

Raz kilka lat wstecz przeżyłem burzę którą do tej pory pamiętam. Siedzę sobie w domu godzina między 21 a 22 ale już był ciemno bo chyba to późna jesień była. Szalała nad miastem burza, jak to burza, padało trochę wyładowań. Jednak w momencie jakby ucichło wszystko. Zdziwiłem się trochę i zacząłem nasłuchiwać. Usłyszałem lekki świst i spojrzałem na okna a że mam stare na haczyki zaczęły się falować jakby wichura się zerwała. W momencie pogorszyło się wszystko. Huk świst "ryk potwora"!! Zawołałem tylko do siostry trzymaj okna. Złapałem za haczyki i trzymałem z całej siły a okna całe falowały z taką siłą że jakby się otworzyły to byłoby tragicznie. Była to taka siła że ledwie utrzymałem okno. Trwało to dosłownie kilkanaście sekund i równie jak szybko się pojawiło się tak równie szybko ucichło. W chwile potem uderzyło coś z ogromną siłą w mój dom. Myślałem że dach zerwało albo coś. Wybiegłem na dwór i okazało się że z sąsiedniej fabryki zerwało dach i ten dach uderzył w róg mojego budynku sporo go uszkadzając. Wybiegłem na chodnik i okazało się że to była trąba powietrzna. Na sąsiedniej ulicy wyrwało i powaliło potężne drzewo zrywając linie energetyczne. Z iluś budynków pozrywało dachy. Trąba powietrzna przeszła na odcinku ok. 1km.... Pewnie była to tylko maleńka namiastka tego co ludzie przeżywają corocznie w stanach ale nie zapomnę tego "ryku" tych kilkunastu sekund.....
Offline
Avatar użytkownika

Dariusz Sobala

Sympatyk

Sympatyk

  • Posty: 91
  • Dołączył(a): czwartek, 1 sty 2009, 17:39
  • Lokalizacja: ok. Lublińca(woj.sląskie)
  • Numer GG: 8262005

Opowieści o najgorszych burzach, jakie w życiu przeżyliśmy

Postwtorek, 14 lip 2009, 10:55

Najgorszą burzę jaką przeżyłem była burza z 15 sierpnia 2008r.
Wszystko zaczęło się rano kiedy przez Śląsk przechodziła burza z dużym gradem burza ta przechodziła również przez moją miejscowość, ale to był przedsmak tego co się działo popołudniu.Około godziny 13 pojechałem na ryby na staw przez który przeszła trąba powietrzna niszcząc cały staw i okoliczny las.Około godziny 16:30 słychać było basowe grzmoty i coś mnie skusiło żeby wracać do domu a przeważnie takie burze przeczekałem w budce które są prze stawie.Kiedy przyjechałem do domu było już widać wyładowania myślałem że będzie to burza taka jak zwykle, ale nagle zerwał się wiatr, nie wiedziałem co się dzieje na szczęście chwilę przed tym zdążyłem pozamykać okna i nagle będąc w kuchni przy oknie zobaczyłem ciemną chmurę która wirowała wtedy jeszcze nie docierało do mnie że to trąba ale kiedy usłyszałem trzask rozbijających się szyb wiedziałem że trzeba uciekać.Słychać było jak cały dach zostaje zrywany, to było okropne wycie tego wiatru i odgłosy łamanych desek i krokwi na dachu.Nawet kiedy chciałem uciekać na parter to w całym domu był taki wiatr że nie mogłem otworzyć drzwi.Wszystko trwało może 2 min lecz potem jeszcze przez kolejnych kilka minut wiał silny wiatr i nie można było wyjść na podwórko po chwili dopiero kiedy wszyscy wyszli zobaczyliśmy co się stało mniej więcej wyglądało to tak jakby przeszedł front wojenny.U mnie jak i u moich sąsiadów połamało i powybijało okna i zerwało dach z domu i budynku gospodarczego.

To był najgorsza burza jaka przeżyłem wszytko trwało kilka chwil a pozrywało dachy i zabiło moją sąsiadkę która była jedną z dwóch ofiar trąby powietrznej na śląsku.
Od tego czasu zainteresowałem się również groźnymi zjawiskami meteorologicznymi.

Obrazek

e-mail:darekk92@interia.pl

GG:8262005
Offline
Avatar użytkownika

Michał_Rzeźnik

Sympatyk

Sympatyk

  • Posty: 241
  • Dołączył(a): czwartek, 11 cze 2009, 17:41
  • Lokalizacja: Zabrze (WOJ. ŚLĄSKIE)
  • Pseudonim: rzmisial;rzmisiali7
  • Numer GG: 6893313

Opowieści o najgorszych burzach, jakie w życiu przeżyliśmy

Postśroda, 15 lip 2009, 08:14

Śmieszna sprawa, bo dla mnie najbardziej przerażająca burza to ta, która wczoraj mi się przyśniła :P ...

...We śnie znajdowałem się u mojego dziadka w garażu (lubię tam sobie pomajsterkować od czasu do czasu). Garaż ten (podobnie jak w rzeczywistości) był bardzo duży i miał blaszany dach znajdujący się ok. 4 metry nad Ziemią. W pewnym momencie się zachmurzyło, zaczął padać silny descz i rozszalała się potężna burza. Pomyślałem sobie - "No nie wyjdę na taką ulewę" - więc zostałem w środku i majsterkowałem dalej. Chwilę później nastąpiło wydarzenie kluczowe. Piorun trzasnął w dach robiąc potężny huk, którym się przeraziłem. Gdy spojrzałem w górę, zobaczyłem wielką dziurę w dachu. Blacha była rozerwana, pozwijana i poskręcana. W tym momencie nie wytrzymałem i puściłem się biegiem do domu. W okolicy uderzały pioruny. W połowie drogi sen się skończył...

Gdy się obudziłem, długo nie mogłem zasnąć. Z przerażenia nie śmiałem spojrzeć w okno. Rano dalej nie mogłem jeszcze dojść do siebie.

...kilka godzin przed tym jak przyśnił mi się ten sen, grałem z kolegami w piłkę i złapała nas wielka ulewa z paroma niegroźnymi wyładowaniami burzowymi bardzo daleko od nas...kilka dni wcześniej wróciłem od dziadka, który ma owy garaż...ten sen raczej nie był przypadkowy...
Offline
Avatar użytkownika

sebak1313

Sympatyk

Sympatyk

  • Posty: 360
  • Dołączył(a): środa, 1 kwi 2009, 21:57
  • Lokalizacja: Łódź
  • Pseudonim: Pre_dator
  • Numer GG: 8649911

Opowieści o najgorszych burzach, jakie w życiu przeżyliśmy

Postśroda, 15 lip 2009, 12:06

Dobra to i ja coś napiszę :D Napisze o burzy z dnia 13 Lipca 2008r.

Wszystko zaczęło się na trasie z Łodzi do Poddębic(wracałem wtedy do Łodzi z rodzicami busem)
No i gdzieś tak przed Aleksandrowem Łódzkim było słychać pierwsze pomruki a po chwili głośniejsze grzmoty, zaczęło padać umiarkowanie wjechaliśmy do Aleksandrowa to tam na dobre się rozbłyskało i głośno waliło zaczął również padać ulewny deszcz. Jakieś 5 - 10 minut później przy stacji Żabieniec w Łodzi przestało padać o dziwo i wtedy ujrzałem przepięknego Cumulonimbusa nigdy tego widoku nie zapomnę. 2 minuty później zaczęło znowu lać a pochwali lało nawalne z gradem o średnicy 1 - 1,5 cm szyby nam się od środka zaparowały a nawet rozszroniły. I nadeszła ta chwila wysiadka z busa przy deszczu nawalnym chociaż na deszczu byliśmy nie całe 2 sekundy to już byliśmy mokrzy, później tak 15 minut staliśmy na tym przystanku by przeczekać fale a była ona naprawdę niezła padał deszcz z wiatrem o porywach nawet do 60 km/h tak na oko. Ale podczas tej burzy były również inne akcenty: humorystyczny i miłosny. Zacznę od miłosnego przed nami siedział chłopak z dziewczyna co się wcale nie znali a się poznali dzięki tej burzy, dziewczyna się bała a ten gościu ja uspokajał dużo rozmawiali o burzy. Na koniec wymienili się numerami. Humorystyczny był lepszy jak staliśmy na tym przystanku to gość w samych gaciach wyszedł na ulice w tą rwącą rzekę i stał a potem zaczął myć głowę, ale pompy miąłem z tego. Po pewnym czasie stania wybraliśmy się w drogę do domu, za łatwa ona nie była pełno dużych kałuż a gdzie nie gdzie rozlewisk, tramwaje na jednej z ulic nie jeździły (Ul.Zachodnia) i niestety musieliśmy iść dalej. Ale jakoś się doszło, później gdy mniej padało to na niektórych liniach już kursowały tramwaje.
To była największa ulewa jaką przeżyłem, dużo ludzi uważa, że to była burza stulecia xD :D
Wiśniewski Michał - W naszym mieście Łodzi - http://www.youtube.com/watch?v=c1uLKuX5DOU&feature=rec-HM-fresh+div
Obrazek
Offline
Avatar użytkownika

Karol Szyszko

Sympatyk

Sympatyk

  • Posty: 516
  • Dołączył(a): niedziela, 26 kwi 2009, 09:45
  • Lokalizacja: Czartajew( 4 km od Siemiatycz[Podlasie])
  • Pseudonim: SzychaK
  • Numer GG: 18761774

Opowieści o najgorszych burzach, jakie w życiu przeżyliśmy

Postśroda, 15 lip 2009, 13:59

Najgorsza burza? :? Podam dwie. Pierwsza była w 2003 roku i dokładnie jej nie pamiętam. Druga była 14 sierpnia 2008 roku, a tą opisze jak najdokładniej. ;)
Part 1. Przyjechali do nas goście z Lublina i chcieli zobaczyć nasz nowy dom który był prawie gotowy.
Pojechaliśmy razem do sklepu bo zaczęło delikatnie kropić(normalnie jak wstęp przed horrorem :P ).
Przystawiając nos do okna zobaczyłem wielką szarą chmurę, była bardzo ale to bardzo masywna.
Po powrocie zaczęło grzmieć. Gdy tylko zacząłem pić herbatkę :D i jeść ciasteczko :D JAK WALNEŁO to w herbacie było widać "fale". Piorun uderzył z 50 metrów od nas. Szyby się trzęsły drzwi zadrżały, z nieba luną deszcz tak jakby na nas lano szlałfem ogrodowym wielkości 1000m. Tata nie był pewien czy dach wytrzyma i poszliśmy na górę. Rzeczywiście na strychu była już mała kałuża. Prąd wyłączono a burza szalała aż do wiadomości :P (chyba :P )i "Burzowa masakra hektolitrami wody" się skończyła.

Part 2. Pojechałem do rodziny do Motycza(10 km na południe od Lublina). Graliśmy w nogę i wujek zawołał nas na obiad i powiedział że nadchodzi burza. Po zjedzeniu ze smakiem :lol: rosołu i kotleta schabowego usłyszałem że zaczyna grzmieć. Gdy wyjrzałem przez okno przez głowę przeszła mi myśl-O k**** to szelf! Będą jaja! Wyszedłem na dwór i czekałem. Po około 15 minutach burza doszła do nas. Uderzyło na pole sąsiada ale nie było pożaru. Uciekłem do domu. Padało niemiłosiernie. Nie wiem czy przerwano dostawy prądu, bo wujek odłączył wszystko bo raz w czasie burzy spalił się: telewizor, faks, lodówka, komputer.
Ciężki szelf doszedł nad nas i ujrzałem coś w stylu lejka. Były widoczne rotacje. Skończyło się na strachu.
Ale burza wariowała nadal. Dom jest na wzgórku i woda spływała z podjazdu jak rzeka.
Kiedy się skończyła to nie pamiętam.
Trofea
Burze- 30
Funnel Cloud- 1
Shelf Cloud- 4
Wall Cloud- 2
Dust Devil- 1

-
E-mail:
karolf1fan@gmail.com
-
Powodzenia w sezonie!
Offline

kubulus

Zarejestrowany

Zarejestrowany

  • Posty: 5
  • Dołączył(a): środa, 15 lip 2009, 22:18
  • Numer GG: 0

Opowieści o najgorszych burzach, jakie w życiu przeżyliśmy

Postśroda, 15 lip 2009, 23:51

Ja przeżyłem dwie większe burze.

Ta pierwsza to na pewno dobrze każdemu znana z 4 lipca 2002r. Byłem wtedy na rowerze gdy zobaczyłem czarne wręcz zielone chmury, więc odruchowo zaczełem uciekać do domu. Dojechałem wprowadziłem rower i zamknąłem balkon. Byli przy tym rodzice i sąsiad. Kilka chwil nim rozpętało się prawdziwe piekło. Pierwsze uderzenie tej nawałnicy spowodowało WYGIĘCIE się szyb w balkonie. Cały zbladłem, chwile potem było drugie podobne uderzenie, wtedy połowa dachu sąsiada i wata mineralna zaczęła fruwać wokół tak jakby porwało to tornado. Chwile później było trzecie, ostatnie silne uderzenie które powaliło drzewo. Cały Orzysz i drogi wokół były zalane, co drugie drzewo przewrócone i niektóre słabsze dachy pozrywane... Puszcza Piska po uderzeniu downburstu wyglądała strasznie. Drzewa były połamane jak zapałki, więc uderzenie wiatru musiało mieć niewyobrażalną siłę. Prądu nie było 3 dni. Pamiętam to do dziś, szczególnie ten widok zielonych chmur.

Druga to szkwał na Mazurach, który zabił wiele osób... Zauważyłem pędzący z dużą prędkością wał szelfowy, przed nim nic się nie działo więc póki chciałem złożyć parasol. Wybiegłem na dwór podszedłem do parasola i w jednej chwili uderzył ten tzw "biały szkwał" który dosłownie rzucił mnie na metr do tyłu i podniósł parasol ważący z ciężarkami ponad 100kg!! Wystraszyłem się okropnie bo gdyby nie to że był przywiązany do słupków to przewróciłby się na mnie i nieźle mnie potłukł ;/ Odpuściłem sobie i pobiegłem do domu ;D Efekt: pozrywane słabsze dachy, powalone drzewa itp. zniszczenia o wiele wiele mniejsze niż w poprzednim przypadku, niestety zginęło na wodzie 8 czy 9 osób nie pamiętam...
Offline

kasia_b92

Zarejestrowany

Zarejestrowany

  • Posty: 11
  • Dołączył(a): sobota, 4 lip 2009, 07:10
  • Lokalizacja: spod Suwałk
  • Pseudonim: hydroxide; kasia_b92;
  • Numer GG: 1043712

Opowieści o najgorszych burzach, jakie w życiu przeżyliśmy

Postczwartek, 16 lip 2009, 19:14

kubulus napisał(a): 4 lipca 2002r. Cały Orzysz i drogi wokół były zalane, co drugie drzewo przewrócone i niektóre słabsze dachy pozrywane... Puszcza Piska po uderzeniu downburstu wyglądała strasznie.


To ta sama burza, którą ja opisałam (byłam wtedy na wycieczce do Sejn). Czy to prawda, że w okolicach Pisza była wtedy trąba powietrzna?
Mam chmury w głowie i głowę w chmurach (:
Mój podniebny ogródek:
http://meteorologiczny.blog.onet.pl
Offline

patrykostry

Zarejestrowany

Zarejestrowany

  • Posty: 39
  • Dołączył(a): środa, 8 lip 2009, 22:55
  • Lokalizacja: Prabuty (pomorskie, wschód)
  • Pseudonim: patrykostry
  • Numer GG: 9786711

Opowieści o najgorszych burzach, jakie w życiu przeżyliśmy

Postczwartek, 16 lip 2009, 23:28

Opiszę trzy porządne burze, które przeżyłem. Dwie pamiętam ze szczegółami, jednej tylko skutki ;)

Pierwsza była bardzo dawno temu (miałem 6 lat, rok 1997). Wydarzyłą się naprawdę choć do tej pory nie mogę w to uwierzyć ;)
W kwietniu tamtego roku wprowadziliśmy się do nowego domu (w którym mieszkam do dziś). Stoi on pomiędzy dwoma liniami energetycznymi j i koło wąskiego lasku. Później odwiedzili nas ciotka z wujkiem na małą imprezkę ;). To był środek czerwca jak dobrze pamiętam. Godzina coś koło 20.30. Nadciągała burza. Nikt niczym się nie przejmował, aż przypomniało się cioci, że zapomniała okien w maluchu zamknąć. Wyszła do niego i zerwał się strasznie silny wiatr. Mój tata poszedł za nią, bo chciał zobaczyc, jaka jest sytuacja. I wtedy się zaczęło. Z tego co ojciec opowiada do dziś, ciotka zamknęła okna, podeszła do płotu obok bramki wejściowej i zaczęła się go trzymać. Nogi miała w górze, ledwo co się utrzymała :D Okazało się, że tuż za wąskim laskiem była trąba powietrzna! Tato zabrał ją i zauważył, że pada drzewo. Pamiętam tylko jak wszedł do domu z tekstem "Zaraz nie będzie prądu..." Nagle światła pogasły, za chwilę zaczęły mrugać, a na naszym balkonie strasznie się iskrzyło. Leżałem w łóżku i drżałem ze strachu. Po burzy sytuacja nie była zbyt wesoła. Drzewo z końca lasku spadło prosto na słup wysokiego napięcia, stojący z drugiej strony domu (mieszkam w bliźniaku). Kable urwały się i latały nam po balkonie. Skutki tej burzy usuwali do około 1.30. Strach przed trąbami powietrznymi pozostał przez kilka następnych lat.

Do tej pory zastanawiam się, czy była to trąba powietrzna czy tylko silniejszy podmuch wiatru. Dwa drzewa blisko siebie zostały wyrwane z korzeniami, trzecie zostało wygięte, ale jedno lekko odstające od lasku było nienaruszone. A stało ono tuż koło tamtych drzew! I nie różniło się zbyt mocno! Tak więc nie wiem...

Druga nastała 2 lata po tamtej, gdzieś pod koniec czerwca. Późnym wieczorem mieliśmy jechać pociągiem do Częstochowy. Przebiegu burzy nie pamiętam. Za to skutki i owszem.
Miasto było ciemne. Nigdzie nie było prądu. Na dworcu biletów nie kupiliśmy, musieliśmy zakupić u konduktora. Prąd był dopiero w Iławie. A wiało tak, że stojąc przed dworcem w Prabutach w starej karetce marki Fiat 125p myślałem, że zaraz nas wywróci.

Trzecia burza to ta z 29 czerwca tego roku. Jechaliśmy popołudniu samochodem z Czestochody do Poznania. W połowie drogi zauważyłem przd nami wielką chmurę Cumulonimbus. Na Bilts-ie wyszło na jaw co to było:

img=http://img128.imageshack.us/img128/3390/aktkartepolen11.th.jpg

Wjechaliśmy w sam środek tego bigosu :D
Pierwsza burza była z wieloma wyładowaniami, wiele z nich tuż przed nami (raz dostała latarnia ;)). Opady był takie, że pobocza podczas jazdy zamieniały się w prysznice dla przechodniów. Przez deszcz mało co było widać, wycieraczki ledwo nadązały. Tak jechaliśmy jakies pół godziny. Później wjechaliśmy w następną, 50km przed Poznaniem. Wyładowań było tyle samo co w pierwszej, ale opady były takie, że już nawet wycieraczki nic nie dawały. Takiego deszczu to w życiu nie widziałem. I tak przez kolejne pół godziny. Wreszcie po dotarciu do Poznania ciągle pomrukiwało i waliło wkoło nas, ale juz rzadziej.
Tego dnia nie zapomnę. Takich burz na oczy nie widziałem! To nie to samo co u nas w mieście. Mam wiele nagrań z tamtego dnia, ale... aparat został w Poznaniu i niestety dostanę go dopiero za kilka tygodni :( Jedyne zdjęcie jakie mam to z telefonu komórkowego na chwilę przed wjazdem w pierwszą burzę:

[img=http://img522.imageshack.us/img522/9903/dsc00097e.th.jpg]

Były jezcze inne, ale słabsze od tych wymienionych.
Chciałbyś dowiedzieć się, jaka sytuacja jest u mnie w regionie? A może tak tylko porozmawiać? Proszę bardzo :)
GG: 9786711 (często niewidoczny, w razie co - odpiszę później)
Email: patrykostry(a)o2.pl
Offline

Mikołaj_Lulkiewicz

Sympatyk

Sympatyk

  • Posty: 749
  • Dołączył(a): poniedziałek, 6 lip 2009, 18:18
  • Lokalizacja: Grodzisk Wielkopolski
  • Numer GG: 0

Opowieści o najgorszych burzach, jakie w życiu przeżyliśmy

Postpiątek, 17 lip 2009, 15:38

Moja przygoda wygląda tak!!!
Był 25 czerwca tego roku. Jak wiadomo przez cały czerwiec pogoda była kapryśna,ale tego dnia było całkiem przyjemnie jakieś 25 stopni a na niebie żadnej chmurki. Ok godziny 16 przyszedł do mnie mój sąsiad (Wojtek 12 lat). Zapytał mnie czy chcę spać pod namiotem. Ja się zgodziłem, bo tak sobie pomyślałem aby skorzystać z ładnej pogody, której ostatnio brakowało. Tak więc poszliśmy po Jego namiot i rozstawiliśmy u mnie na trawniku, za domem. Po rozstawieniu przynieśliśmy do niego wszystkie potrzebne rzeczy tzn. materac, śpiwór, latarkę, jedzenie itp. Namiot był gotowy do spania ok godziny 18. O godzinie 20 poszliśmy coś zjeść do domów. Ja zjadłem wcześniej więc poszedłem do niego do domu. Gdy Wojtek skończył jeść jego mama zawołała nas na taras i zapytała; " Czy napewno chcecie spać pod namiotem???". Po tym naszym oczom ukazał się mrożący krew w żyłach widok :o . Zobaczyliśmy ogromną masę chmur w kolorze granatowym miejscami nawet czarnym, w oddali było widać pioruny i słychać grzmoty. Przestraszyliśmy się, ale Wojtek powiedział że to może być niezła przygoda!!! Zapytał sie mamie czy może spać w burzy, o dziwo jego mama się zgodziła, tak jak i moja. Wiec lecimy do namiotu. Ów namiot był taki z biedronki,zwykła i tania 3 osobówka. W obawie aby nie przeciekł, wygramoliłem jakąś starą folię z garażu. Nałożyliśmy ją na namiot i przydusiliśmy ją cegłami oraz przypieliśmy klamerkami. Gotowe! krzyknąlem do kolegi i zaraz weszliśmy do namiotu zamykając go starannie. Wyłączyliśmy telefony, włączyliśmy latarki i gadając czekaliśmy na burze. Ok godziny 21:00 chmury nadciągnęły nad nas, no i się zaczęło. Zerwał się silny wiatr, folia na namiocie strasznie chałasowała bo była lużna. Po chwili zaczęło lać,błyskawice rozswietlały namiot a grzmoty strasznie trzaskały. Burza ta trwała do godziny 22:10. Nie spaliśmy do 01:00, bo przez cały czas lało i się błyskało gdzieś bardzo daleko bo grzmotów już nie było słychać. Obudziliśmy się o godzinie 7:30, świeciło słońce,wychodzimy z namitu i... Folia z namiotu zerwana i wisi na drzewie sąsiada, szpilki od sznurków namiotu powyrywane z ziemi gałezie z drzew połamane i leżące jakieś 3 metry od namiotu, mieliśmy wiele szczęscia że nie spadły na nas. Doszliśmy do wniosku,że zwiniemy namiot do kiedy pogoda się nie ustabilizuje.
Ta burza nie doś, że przeżyta prawie pod gołym niebem to jeszcze najgorsza jaką widziałem i słyszałem!!! :cry:
Offline

kubulus

Zarejestrowany

Zarejestrowany

  • Posty: 5
  • Dołączył(a): środa, 15 lip 2009, 22:18
  • Numer GG: 0

Opowieści o najgorszych burzach, jakie w życiu przeżyliśmy

Postpiątek, 17 lip 2009, 17:26

kasia_b92 napisał(a):
kubulus napisał(a): 4 lipca 2002r. Cały Orzysz i drogi wokół były zalane, co drugie drzewo przewrócone i niektóre słabsze dachy pozrywane... Puszcza Piska po uderzeniu downburstu wyglądała strasznie.


To ta sama burza, którą ja opisałam (byłam wtedy na wycieczce do Sejn). Czy to prawda, że w okolicach Pisza była wtedy trąba powietrzna?


Powiem szczerze, że nie wiem... Bardzo możliwe, zniszczenia były tak duże, że mogło być ich nawet kilka. Byłem w domu i bałem się wyjść.
Offline

Kapsel

Zarejestrowany

Zarejestrowany

  • Posty: 20
  • Dołączył(a): piątek, 27 sty 2012, 19:38
  • Lokalizacja: Blachownia (woj. śląskie)
  • Pseudonim: Kapsel
  • Numer GG: 0

Re: Opowieści o najgorszych burzach, jakie w życiu przeżyliś

Postczwartek, 8 mar 2012, 15:36

Już chyba wszyscy zapomnieli o tym temacie, stoi taki zakurzony i nikt nie raczy się wypowiedzieć. Więc może ja opowiem swoja historię, najgorszą burzę jaką kiedykolwiek widziałem i do teraz mam traumę... gwizd wiatru wydobywający się spod drzwi podczas nocnej burzy - koszmar.

Lecz początek nie zacznie się tak jak w większości postów, a jak się zacznie? Otóż :
Za łebka (gdy miałem około 7/8 lat) strasznie chciałem przeżyć tornado, dodatkowo będąc podniecony opowiadaniami babci o tornadzie (sama kiedyś przeżyła, teraz już ma 2 na koncie..) chciałem stanąć twarzą w twarz z żywiołem, no i sobie wykrakałem :)

20.07.2007
Po godzinie 19 wracają od kolegi do domu zauważyłem pomarańczowe chmury zmierzające w kierunku Częstochowy, uznałem, że to nic takiego i spokojnie wróciłem do domu, jak się wtedy strasznie pomyliłem..Po godzinie 20 nadeszła burza, niby zwykła, jednakże była bardzo aktywna elektrycznie, zrobiło się ciemno, jakby była przynajmniej 24, niebo zaczęło się robić zielonkawe, gdy burza jeszcze bardziej się nasiliła zacząłem wraz z mamą się modlić (jak trwoga to do Boga, nieprawdaż?), burza w końcu przeszła. Następnego dnia dowiedziałem się o tornadzie które nawiedziło Częstochowę, oczywiście znów ekscytacja, jednak czegoś mi brakowało, widoku tornada.

15.08.2008
Ranek, około 6:30 budzi mnie bardzo potężna burza, sypie grad. Niby burza jak burza, mocno popadało, piorunów w życiu tyle nie widziałem. Po przejściu burzy dowiedziałem się od taty, że Częstochowe "zalało", no więc biegiem do babci podyskutować. Około 12 dało się odczuć rosnącą wręcz duchotę, było niemiłosiernie duszno, lecz mama zapytała, czy chcę iść z nią do lasu (zniszczonego doszczętnie przez tornado) lecz stwierdziłem, że jest zbyt duszno i mi się nie chce, jak potem się okazało decyzja ta uratowała nam życie. Po 15 rodzice usiedli przed TV, ja przed komputerem i tak jak zawsze czymś tam się zajmowaliśmy. Przed 16:30 usłyszeliśmy dudnienie, takie jakby pociąg przejeżdżał. Wszyscy myśleliśmy, że tak właśnie jest, lecz dudnić nie przestawało, około godziny 17 naszym oczom ukazał się..potwór.
Obrazek
My, nie znając zjawiska siedzimy w oknach pootwieranych jak tylko się da, przyglądamy się "kotłującemu kalafiorowi", oczywiście wciąż dudni.
Około 17:30 zaczął padać deszcz, wiatr w porywach osiągał 80 km/h, mniej więcej o 17:45 zaczął padać grad, sypało tak przez kilka minut, postanowiliśmy zamknąć okna. Nagle.. cisza, czyżby burza ustała? Oczywiście, że nie. Na południu od nas zobaczyliśmy coś, co przypominało nieco smugę opadową, lecz w kolorze brązowym. Wtedy matka wypowiedziała słowa, które wryły mi się do pamięci
"Patrz na to, ale zaraz będzie lało!"
Myliła się, lecz tylko częściowo, sytuacja potoczyła się już błyskawicznie, drzewo stojące około 50m przed oknem złamało się jak zapałka, następnie drzewa stojące przy kościele dotknęły (dosłownie!) ziemi, próbowały się podnieść i wtedy wszystkie padły, kilka zasłoniętych się ostało. Kilka sekund później tornado zrzuciło jedną z "nakryć" wierz z kościoła.
Obrazek (moment przechodzenia tornada)
Wtedy decyzja jednogłośna, uciekamy do piwnicy. Zabieram psa na ręce, lecz ucieka, słyszę krzyk rodziców bym psa zostawił i uciekał, z żalem biegnę do drzwi, aż tu niespodzianka, drzwi raz nie dają się otworzyć, zaś kilka sekund później praktycznie wlatują do domu. Na szczęście udało się nam je zamknąć, podchodzimy do okna, widok jest porażający, wszystko trwało raptem kilka sekund a tu aż takie zniszczenia.
Obrazek
Po przejściu tornada widać tylko 1, chaos. Ojciec pobiegł do straży, zaś ja z matką zostałem w domu. Po telefonie od taty, że tornado już przeszło i możemy wyjść z domu ubraliśmy się i wyszliśmy na dwór, tam również chaos. Decyzja, bierzemy psa i idziemy do babci (mieszka kilkadziesiąt metrów od nas, wiec nie jest to jakoś strasznie daleko. Około 18:40 przyszła kolejna burza, pojawił się zielonkawy kolor, znów narasta we mnie strach, burza ustaje po 20. W nocy pojawia się kolejna burza, ledwo tą noc przespałem. W sobotę wraz z mamą, ciotką i kuzynem wybrałem się na spacer, wszędzie obraz nędzy i rozpaczy, wszystko zniszczone. Miejsca gdzie kiedyś się bawiłem i dorastałem zostały niemalże starte z powierzchni ziemi.
Kilka dni po tym wydarzeniu dowiedziałem się, że szczęśliwy przypadek uratował również moich dziadków (drzewo stojące 20m przed ich blokiem mogło bez trudu blok zmiażdżyć do fundamentów, lecz upadło w innym kierunku), lecz wiadomości w telewizji wciąż mnie szokowały, po miesiącu znalazłem to forum.

Wniosek jest 1, uważajcie czego sobie życzycie, bo nóż się spełni i wtedy możecie tego żałować.
Pozdrawiam.
Offline

zaciekawiony

Członek stowarzyszenia

Członek stowarzyszenia

  • Posty: 701
  • Dołączył(a): środa, 3 cze 2009, 17:06
  • Lokalizacja: Nadkrznański gród
  • Ostrzeżenia: 1
  • Pseudonim: zaciekawiony; Kuba Grom
  • Numer GG: 0

Re: Opowieści o najgorszych burzach, jakie w życiu przeżyliś

Postpiątek, 9 mar 2012, 12:46

No to miałeś przeżycie

Mi jakoś tak szczególnie gwałtownych burz za wiele się nie przydarzyło. Bardzo dobrze pamiętam jedną z maja 2007. Nadchodziła z trochę nietypowej strony bo z południa. Na oko nie wydawała się szczególnie groźna, nie była nawet zbytnio ciemna choć miała wyraźny kołnierz szkwałowy. Siedziałem na balkonie i patrzyłem w tamtą stronę, a gdy chmura była już blisko zauważyłem coś jakby dym unoszący się od dalekiego lasu. Dopiero gdy drzewa za kościołem zaczęły się wyginać zrozumiałem, że to idący ku mnie, poprzedzony niemal nieruchomą atmosferą, gwałtowny podmuch który wywiewał kurz z torowiska. Ponieważ mój blok stoi akurat w linii północ-południe a balkon jest typu loggia, czyli wgłębiony, uderzenie wiatru przyszło z boku i mogłem obserwować przebieg burzy. Rosnący za balkonem modrzew przygiął się niebezpiecznie. Kurzawa wodna zasłaniała widok na kilkanaście metrów. Odbijające się od parapetu kulki gradu sięgały pół centymetra.
Burza szybko przeszła więc wyszedłem na osiedle zwizytować zniszczenia. W niewielkim lasku między blokami wyłamało obok siebie osiem drzew - padający jesion złamał kasztanowiec i jarzębinę, obok padła biała akacja i drugi kasztanowiec, na koniec drugi jesion, tuż przy bloku, przewrócił się na dwie brzózki. Na parkingu przechylona akacja oparła się na zaparkowanym samochodzie, gdzie indziej wyłamało aleję sumaków. Łącznie wyłamało kilkadziesiąt drzew, zerwało blachę z krawędzi bloków i uszkodziło dach sklepu. To był największy szkwał jaki pamiętam.

Inna burza wydarzyła się niedługo potem w Lublinie, ju tu chyba to opisywałem. Nie było może szczególnie gwałtowna pod względem wichru, ale grad sięgał centymetra a na miasto spadły hektolitry wody. Miałem nieszczęście wracać wtedy ze szkoły. Po pierwszej fali deszczu trochę się przerzedziło, więc naciągnąłem kurtkę i pobiegłem do bursy. Wtedy lunęło ponownie. Gdy przechodziłem przez ulicę Lipową, woda sięgała kolan i wylewała na chodniki. Wyglądało to niesamowicie - potok brudnej wody rozlewający się od budynku do budynku, gdy przejeżdżał samochód, fale rozbijały się o okienka piwniczne. Zziębnięty schowałem się w bramę kamienicy, z której wypływał kilkunastocentymetrowy potok. Gdy przestało padać trzeba było dwóch-trzech minut aby woda opadła. Lublin leży na wzgórzach więc wszystko szybko spłynęło, okazało się to jednak groźne dla mieszkających w wąwozach - czytałem potem że na Wapiennej, leżącej poniżej starego miasta, metrowej głębokości strumień wody wybił dziurę w ścianie domu i wypłukał w pewnego mieszkania wszystkie meble. Woda wlała się też do centrum handlowego Plaza, które miano otworzyć nazajutrz. Ponieważ w piwnicach zebrało się jej pół metra a w paru miejscach ściekając z dachu zarwała podwieszany sufit, otwarcie przesunęło się o dwa tygodnie.
Offline

bigbird

Sympatyk

Sympatyk

  • Posty: 130
  • Dołączył(a): poniedziałek, 22 gru 2008, 11:28
  • Lokalizacja: Bielsko-Biała/Gdańsk
  • Numer GG: 0

Re: Opowieści o najgorszych burzach, jakie w życiu przeżyliś

Postwtorek, 13 mar 2012, 16:19

20 sierpnia ubiegłego roku miałem okazję doświadczyć „na żywo” słynnej burzy z Światowych Dni Młodzieży w Madrycie (relacja Twojej Pogody z tej burzy tutaj: http://www.twojapogoda.pl/wiadomosci/10 ... lnicy) Rzeczywiście burza była jedną z najdramatyczniejszych z dotychczas zaobserwowanych przeze mnie. Dzień był okropnie gorący, temperatury osiągnęły w cieniu 40 stopni co jest wysoką wartością nawet jak na Madryt w sierpniu. Czekając w takim upale na lotnisku Cuatro Vientos na wieczorne uroczystości, marzyliśmy o tym żeby spadł jakiś orzeźwiający deszcz... No i doczekaliśmy się, ale w najmniej odpowiednim momencie, czyli tuż po przyjeździe Papieża. Niebo zaczęło się chmurzyć około 18:00 i przez następnych kilka godzin stopniowo przybierało na groźnym wyglądzie. Atmosfera napięcia była więc podwójna: zarowno z powodu oczekiwania na przyjazd Papieża jak i z obawy przed nadciągającą nawałnicą. Ostatecznie te wydarzenia nastąpiły niemal równocześnie, wkrótce po 21:00. Gdy Ojciec Święty był już na scenie i miał rozpocząć przemowę, nastąpiło bardzo nagłe, gwałtowne uderzenie wiatru. To właśnie szalejący wiatr był najbardziej wyróżniającym elementem tej burzy. Towarzyszyły jej oczywiście również inne gwałtowne zjawiska, przede wszystkim ulewny deszcz oraz duża częstotliwość wyładowań. Po kilkunastu minutach było w zasadzie po wszystkim.

Ogólnie mój wyjazd do Hiszpanii w sierpniu obfitował w ciekawe burze. Najpierw 14 sierpnia zaskoczyła nas burza (na szczęście słaba i bez deszczu) na szczycie góry Montserrat koło Barcelony. Następnie podczas pobytu w Saragossie, 17 sierpnia późnym wieczorem na obrzeżach miasta pojawił się wprost nieziemski Cumulonimbus rozświetlany przez zachodzące słońce i sporadyczne wyładowania chmurowe. W drugiej części nocy ta chmura dała bardzo aktywną elektrycznie burzę. Słabe burze przechodziły w okolicy Saragossy również po południu i wieczorem następnego dnia. Potem wspomniana burza na lotnisku Cuatro Vientos, a na koniec solidna dawka burz w Madrycie podczas nocy z 21 na 22 sierpnia. Zaczęło się – tak jak poprzedniego dnia – około 21:00, burza znów wyglądała bardzo groźnie ale jej główny rdzeń minął centrum miasta. O północy wsiedliśmy w autobus do Barcelony i wyjeżdżając z Madrytu wjechaliśmy centralnie w burzę. Nie wiem czy to była ta sama czy inna, w każdym razie znaleźliśmy się w samym centrum niesamowitego spektaklu wyładowań. Błyski towarzyszyły nam przez dużą część drogi, co najmniej do 3:30 kiedy to w końcu udało mi się zasnąć. Niezły filmik z tej burzy z 21/22.08 jest tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=If9GzGaunrk
Offline
Avatar użytkownika

kiara

Sympatyk

Sympatyk

  • Posty: 365
  • Dołączył(a): niedziela, 10 lip 2011, 23:15
  • Lokalizacja: Woj.Lubelskie->Gmina Garbów->Piotrowice Wielkie
  • Pseudonim: Kiara
  • Numer GG: 2435493

Re: Opowieści o najgorszych burzach, jakie w życiu przeżyliś

Postsobota, 26 maja 2012, 11:14

Ja pamiętam burzę z 28.07.1999 roku (nastąpiło wtedy oberwanie chmury) do końca życia utkwi mi w pamięci. Zbudziły mnie grzmoty około 5 nad ranem, mój tata już wstał jak tylko usłyszał pomruki ponieważ również kocha obserwować burze. Około godziny 6.00 zaczęło padać bardzo intensywnie, burza nie dawała zbyt dużej ilości wyładowań ale jak już przypierniczyło to był konkretny CG. Pamiętam, że przeszły wtedy dwie silne komórki burzowe jedna za drugą. Lało jak z cebra, nieprzerwanie około 2h. Po burzy wybrałam się z mama do sklepu i to co zobaczyłam dosłownie przerosło moje wszelkie oczekiwania. Do tej pory a jest już 2012 rok nie widziałam takiej ilości wody jaka pojawiła się po burzy ( zresztą samej burzy też nie). Rdzeń burzowy przechodził dokładnie nad moją miejscowością.Oczywiście do sklepu nie doszłyśmy bo przez drogę płynęła rzeka! Można by rzec iż byliśmy odcięci od świata, bo mieszkam na wzniesieniu a drogi prowadzące do nas położone są niżej momentami w wąwozach. Na łąkach utworzyły się jeziora z wody opadowej, staw który mamy we wsi wystąpił z brzegów. Mój tata pomagał sąsiadce przedostać się na drugą stronę drogi po której my staliśmy. Generalnie tej burzy nie zapomnę do końca życia, sama burza jak i to co działo się po niej to niesamowite przeżycia.
Pamiętam jeszcze, że w latach 90tych bardzo często występowały burze które szły jedna za drugą w nocy i to było coś! Oczywiście zdjęć nie mam bo niby czym miałam robić analogiem?! Nie wspomnę również o tym, że neta nie było i wszelakie detektory, zdjęcia satelitarne, radary to było marzenie. Ale mój tata zawsze potrafił i potrafi ocenić czy będzie u nas burza czy też przejdzie bokiem lub czy tylko "zarwie" bez pomocy jakichkolwiek zdobyczy techniki.
Offline

Pawlo123

Sympatyk

Sympatyk

  • Posty: 355
  • Dołączył(a): poniedziałek, 19 lip 2010, 18:16
  • Lokalizacja: Stalowa Wola (Podkarpackie)
  • Pseudonim: Maniak XD
  • Numer GG: 44528484

Re: Opowieści o najgorszych burzach, jakie w życiu przeżyliś

Postniedziela, 27 maja 2012, 17:02

Tak jak pisałem wcześniej jako user "suzi" 15.08.2008, na początku myślałem, że widziałem trąbę powietrzną ale po edukowaniu się w tym kierunki dowiedziałem się, że to był tylko wall cloud ;).

Następne takie daty to: 16.08.2010

Ta burza ..była potężna :), już dni wcześniej wiedziałem, że ten dzień będzie naprawdę niebezpieczny, oczywiście była jeszcze data 15.08.2010, ale wtedy nic niesamowitego u mnie nie było, natomiast dzień później...

Było strasznie parno, wstałem wtedy dość rano, przejrzałem prognozy, zapowiadało się groźnie.Dzień zleciał szybko, byłem trochę na wsi, ale szybko z niej wróciłem, na radarach ujrzałem groźną linię szkwału, na początku wydawało mi się, że jednak ominie moje województwo, ale byłem dobrej myśli i czekałem, po godzinie 18:00 zobaczyłem, że kreuje się bow echo w Małopolsce, wyglądało to groźnie, natomiast chwilę potem na wchód od niego zaczęła powstawać następna linia szkwału, zaczęła się mocno rozwijać i uderzyła w Podkarpacie.Momentalnie pojawiły się doniesienia o bardzo silnym wietrze w tamtych okolicach.Na detektorach było dużo wyładowań, samo natężenie opadu nie wyglądało imponująco na radarach, ale struktura przeinaczała się wyglądało to jakby na linii były wbudowane małe główki bow echo(dość ciekawe zjawisko, nigdy przeze mnie nie obserwowane, jednam nie pamietam tego, więc mogę się mylić).
Uderzenie nastąpiło później(nie pamiętam dokładnie godziny), na horyzoncie pojawiła się chmura szelfowa, z 3 pierścieniami(na zachód ode mnie widać było jakby nawet 4 pierścienie), wyładowania pojawiały się bardzo często, za zasłoną widać było masę doziemnych(nawet co 3-4 sekundy).Jak to zwykle byłem podejrzliwy co do tej burzy i spodziewałem się słabiaka, mimo to, że były doniesienia(np od rodziny) jaka to ona silna nie jest.

Trochę to zignorowałem i poszedłem sobie na pole(taras), czekałem stałem, wreszcie chmura szelfowa była na tyle blisko, że mogłem ją w całej okazałości zobaczyć, nagle usłyszałem huk, nie wyładowań, ale wiatru, potem błysk i grzmot, to było dość przerażające nie powiem, chmury były ciemne jak cholera i słychać było świszczący wiatr w oddali.

Z 1-2 minuty później shelf znalazł się centralnie nad moim regionem zamieszkania, w oddali widziałem jakby brązową chmurę przetaczającą się po mieście, myślałem, że to jakiś deszcz czy coś, ale to był kurz, pył, piasek, cokolwiek, nie minęła minuta i nastąpiło uderzenie, pierwszy poryw połamał parasole stojące w barze u sąsiada, zaraz obok mojego domu, były to masywne parasole i można by było ocenić pierwszy poryw na nawet 90 km/h, to co było później było jeszcze gorsze, z wielkich drzew zaczęły lecieć gałęzie, a nawet konary, widać było co chwila jako coś przelatuje w powietrzu.Najlepsze było w tym to, że byłem na polu, z drzewa obok mnie poleciało parę gałęzi i dostałem trochę nimi, ale na szczęście nic mi się więcej nie stało.

Po tym "dostaniu" pobiegłem zobaczyć co się dzieje na południe od miasta(jestem na górce więc mam dobry widok), wiatr wiał jak szalony i targał drzewami, szybko dopatrzyłem się pierwszych zniszczeń, sporo drzew na błoniach się poprzewracało i po prostu gdzieś zniknęło.Pobiegłem do domu, przy okazji patrząc w niebo, trochę mnie zamurowało, strefa turbulencji...rotowało tam jak cholera i jakby ta strefa się obniżała, na tornado szans nie było w tej strefie, ale wiedziałem, że to może być oznaka nadejścia jeszcze potężniejszych podmuchów no i jak wróciłem do domu..stało się to dość szybko..jakby zgasło światło, jeden wielki świst, trwało to przez 3-4 minuty i średnia prędkość wiatru mogła wynosić wtedy 70-80 km/h, a niektóre podmuchy naprawdę dawały w kość, oceniam, że niektóre osiągały nawet 110 km/h, zresztą tyle podobno zmierzono na lotnisku niedaleko mojego miasta.

W sumie wiatr przekraczający 60 km/h i osiągający ponad 100 km/h wiał około 10 minut i było to naprawdę długo, potem dołączył do tego ulewny opad deszczu i mały grad(1 cm), następnie piękny pokaz wyładowań.Było naprawdę groźnie i pięknie.Na mieście było całkiem sporo zniszczeń, zazwyczaj poprzewracane drzewa, nawet powyginane znaki drogowe :O, na obrzeżach zerwało parę dachów, niedaleko w Tarnobrzegu również zostały uszkodzone budynki, w miejscowościach jak Jastkowice, Pysznica, Kłyżów też się działo, wiatr uszkodził tam trochę lasu(np las mojej babci) i trochę budynków gospodarczych ale też mieszkalnych ! :roll: .

Naprawdę wspominam to z dreszczykiem emocji, chociaż w sumie to chciałbym żeby pojawiła się dużo silniejsza burza :P.

20 lipca 2011- dwie potężne burze w jeden dzień, jedna w nocy z silnym wiatrem, częstotliwością wyładowań nawet 1-2s, całkiem silny opad

potem druga w dzień, z bardzo silnymi podmuchami wiatru, linia szkwału, porywy osiągały czasem nawet 90 km/h, a może i więcej bo drzewa i przedmioty zachowywały się prawie jak 16 sierpnia 2010, który opisywałem wyżej :P.Wyładowań również bardzo duży, pojawił się spory grad(2 cm, ale nie pamiętam dokładnie).

Aha, jeszcze 10 lipiec 2011, bardzo silny wiatr szkwałowy, również ok 90 km/h, a może jakiś poryw stuknął do setki, nie jestem pewien, pojawił się duży grad, większość gradzin miała średnicę 2 cm, ale pojawiły się również naprawdę duże gradziny o średnicy ponad 3 cm !.

16 sierpień 2011- bow echo, również bardzo silna burza, gwałtowny zryw wiatru do prędkości ok 90 km/h (świadczą o tym szkody jak niektóre połamane drzewa i zerwana linia telefoniczna niedaleko mojego domu.Wyładowań bardzo dużo, istny stroboskop.

6 sierpień 2011- Superkomórka typu HP, bardzo potężny zryw wiatru, potężna ulewa, duży grad(2-3 cm), wiatr dmuchał wtedy jakieś 100 km/h, wyglądało to prawie jak 15.08.2008 kiedy byłem u rodzinki na zachodzie ;) , była to mała superkomórka, ale zakręcała na radarze, więc sądzę, że na 100% była nią.Ta burza wyglądała naprawdę tropikalnie, ale narobiła trochę zniszczeń, przewrócone drzewa na ulicę gdzie nie gdzie, zalane ulice, korki samochodowe, niektóre samochody były porysowane :P.

Oczywiście miałem jeszcze w sezonie 2011 parę burz naprawdę wartych uwagi(można by ich było wybrać z 5-6), ale były one co najwyżej mocne i wiatr(to co lubię najbardziej) nie przekroczył w nich nawet 60-70 km/h, a co dopiero mówić o magicznej granicy 100 km/h :D.Ale sezon 2011 przebił każdy inny sezon, bo burz było naprawdę..same dziesiątki :D, w dodatku parę ekstremów :P.
Offline
Avatar użytkownika

Maksymilian Antoniów

Członek stowarzyszenia

Członek stowarzyszenia

  • Posty: 651
  • Dołączył(a): poniedziałek, 3 sie 2009, 19:03
  • Lokalizacja: Nowa Ruda (południe Dolnego Śląska)
  • Ostrzeżenia: 1
  • Numer GG: 0

Re: Opowieści o najgorszych burzach, jakie w życiu przeżyliś

Postśroda, 30 maja 2012, 12:47

Jest czwartkowy poranek, 18 stycznia 2007 roku. Jak się okaże, dla pewnego szarego mieszkańca niewielkiego miasta Polski Południowo-Zachodniej, jest to poranek najpiękniejszego dnia w życiu.

Godzina ósma z minutami. Budzę się, do szkoły mam na 08:55, czas więc wstawać. Jeszcze tylko spojrzenie na stację - wskazuje wartość ciśnienia niezredukowanego do poziomu morza równą 968,4 hPa - szybkie przeliczenie na wartość zredukowaną do poziomu morza - około 1007 hPa, w rubryce "trend" na stacji mrugające 2 strzałki w dół oznaczające szybki spadek ciśnienia, wszystko się zgadza, niż przed którym ostrzegano (choć i tak zbyt słabo) w telewizji w środę zbliża się.

Na razie dzień jak co dzień, ubieram się, schodzę na dół, rytuał codzienny - łazienka, kuchnia, przygotowanie herbaty, wypicie jej, ubranie butów, kurtki no i wychodzimy do szkoły. Jest godzina 08:35, mając w pamięci zapowiedzi synoptyków spoglądam na termometr - nieco ponad 7 °C. Wychodząc z domu zerkam też w niebo - Stratocumulus i Altostratus, bez opadów. Wiatr spokojny, o średniej prędkości około 3 m/s, z SSW. Mija pierwsza lekcja, jest spokojnie. Na drugiej widzę już wzrost prędkości wiatru, przez okno widać kołyszące się gałęzie na wietrze. Lekko pada. Język polski. "Ciekawe, co będzie potem" - pomyślałem sobie. Kolega siedzący w ławce obok, znając moje zainteresowanie stwierdza "oho, ale wieje!". Przytakuję.

Czwarta lekcja, technika. Wieje już dość porządnie, w porywach około 65 km/h - 70 km/h i pada deszcz o natężeniu naprzemiennie: słabym i umiarkowanym. Myślami jestem już na zewnątrz, no ale mówię sobie: przetrwam, mimo że w planie mam lekcje do 15:15. Ósma lekcja zegarowa w szkole, moja siódma, w-f, nauczyciel mówi, że idziemy na aulę, ja akurat nie ćwiczyłem, więc usiadłem za "areną ćwiczeń", na ławce. Nauczyciel zdecydował, że pograją w piłkę. Ja usiadłem sobie i pomyślałem "a, poobserwuję sobie" - zwłaszcza że lubiłem oglądać sport nawet w takim wydaniu. Siedziałem akurat przy oknie, więc usytuowanie doskonałe. Tuż przed 15:00 gwałtowny podmuch wiatru, o prędkości może około 80 km/h, kołysze drzewem rosnącym obok budynku. Pada umiarkowany deszcz z szarego Nimbostratusa. Jeszcze tylko kilka minut i wolność! Na niedługo przed dzwonkiem, nauczyciel kończy lekcję. Reszta przebiera się, ja czekam na kolegów przed szatnią. Wracamy do domu - jeden z nich na autobus, drugi idzie do domu tą samą trasą. Wychodzimy przed szkołę, pada deszcz. Ja, przygotowany, z parasolem, jeden z kolegów także, drugi nie wziął - albo się nie przygotował, albo nie chciał. Wychodząc zza bramy szkoły we trójkę dostajemy podmuchem południowo-zachodniego wiatru, może 70 km/h. Kolega mówi "ale wieje - a mówią, że najgorzej ma być wieczorem". Ja, będąc w temacie, potwierdzam. Idziemy dalej. Jeden z moich "towarzyszy" mówi, że chce wstąpić do sklepu po jakieś chrupki, mówię "dobra, czemu nie". Drugi miał iść z nami, ale zdecydował, że woli być wcześniej na przystanku i pożegnaliśmy go już przed sklepem. Gdy już kolega kupił swoje, wyszliśmy dalej, on jeszcze zawiązał buta, wtedy też dostaliśmy kolejny raz silnym podmuchem, moją parasolkę bez problemu "wygięło" w drugą stronę. W końcu doszedłem do domu.

Szybko coś zjadłem, po południu miał przyjść ksiądz po kolędzie, więc powiedziałem mamie, że idę do okna obserwować, czy nie widać już go gdzieś w okolicy, przy okazji również chciałem cieszyć się wichurą i poobserwować ją. No to poszedłem - stałem tam trzy kwadranse. W międzyczasie słyszałem z dołu, że w telewizji leci "Moda na sukces" :D . Pogoda była magiczna, ten wiatr zapowiadał coś większego, był potęgą, w połączeniu z Nimbostratusowo - Stratocumulusowym niebem i padającym deszczem wyglądało to niesamowicie. Widać było, że idzie coś większego. Zaczynało się ściemniać. W końcu zauważyłem księdza, zszedłem na dół i oznajmiłem to na dole. Przyszedł tuż po 17:00, wyszedł 17:15. Zdecydowałem, że idę dalej obserwować wichurę przez okno. Było już ciemno, przestało padać, jednak zachmurzenie w dalszym ciągu było całkowite, na całym niebie rozpościerał się gruby Stratocumulus. W oknie stałem od 17:20 - 18:45, akurat jest ono umieszczone od strony południowej, więc cały czas lekko z prawej strony dostawałem silny podmuch wiatru z SW i WSW, wiało w porywach już około 90 km/h - 95 km/h. Do ręki wziąłem "Super Express", który jako jeden z niewielu mediów pisał o możliwości burz tego dnia. Co chwilę, mimo zmroku, obserwowałem niebo, Cumulonimbusów jednak próżno szukać, wciąż "suchy" Stratocumulus i przeraźliwy, ale jednocześnie magiczny i potężny wiatr. Pamiętam, jak zasiadłem przed telewizorem i włączyłem telegazetę, pamiętna strona "166" na TVP1, województwo dolnośląskie. Niestety, nie byłem jeszcze obeznany w realiach Internetu - łącze mam dopiero od sierpnia 2006. Potem wszedłem na Onet.pl, była jakoś 19:00, oczywiście wchodzę w news o wichurze i czytam komentarze - ktoś z Gorzowa Wielkopolskiego pisze, że jest burza. Pomiędzy 19:00 a 21:00 myślami byłem tylko przy wichurze, nasłuchiwałem i odczuwałem uderzenia wiatru. O 21:00 rozpoczął się mecz Pucharu Króla: Real Madryt - Real Betis. Pomyślałem sobie, że obejrzę. Widziałem, że na zewnątrz zaczynało padać, momentami mocniej, myślę sobie - to chyba już Cumulonimbusy. Pierwsza połowa skończyła się, 21:50, wychodzę do okna. Wiatr z deszczem wieje mi w twarz, mało widzę, ulicę obok działa Straż Pożarna, coś się stało. Patrząc na zachód, widzę rozbłyski. Z bijącym sercem wychodzę na zewnątrz, mimo że takiej wichury nie widziałem nigdy. Temperatura 13,2 °C. Wychodzę na przygodę życia.

Burza szła szybko, przed 22:00 było słychać już wyraźnie grzmoty mimo szalejącego wiatru i ulewy, ja z parasolką, którą broniłem się skutecznie przed największymi burzami, stanąłem patrząc w kierunku zachodnim, jednocześnie wychylając jej górną część lekko w kierunku zachodnim (wiatr był zachodni), aby mi jej nie wygięło. Lunął potężny deszcz, co chwilę występowały wyładowania i dość głośne grzmoty - a mamy środek zimy! Po 22:05 zaczął padać grad (średnica około 1 cm) w połączeniu z ulewnym deszczem. Następnie grad ustał, a o 22:15 zaczęła padać również krupa śnieżna. Błyskało się niesamowicie jak na środek zimy. Wiatr i otoczka tej burzy to absolutna maestria. Po raz pierwszy i jak na razie ostatni przeżyłem na swoim ciele wiatr średni o prędkości ponad 70 km/h i porywy około lub nieznacznie przekraczające 110 km/h. Bałem się, po raz pierwszy i jedyny w życiu podczas burzy, ale schodzić nie miałem zamiaru. Po 22:25 prędkość wiatru nieco osłabła, a błyskawice występowały bardziej na południowy wschód i wschód ode mnie, burza kończyła się. Po 22:35 było już po wszystkim. Wróciłem do domu. Z początku nieświadomy, że przeżyłem najpiękniejsze momenty mojego życia. O dziwo, moja dzielnica jako jedyna z niewielu w mieście miała przez cały czas prąd, włączyłem więc telewizor, a tam w TVP3 regionalnej mówią o trąbie powietrznej we Wrocławiu. Jak się okazało później, był to podmuch szkwałowy. W depeszy SYNOP z Wrocławia dane o porywie 133 km/h, w depeszy METAR odznaczone 137 km/h.

23:00, wszedłem na Onet.pl, w artykuł o wichurze i napisałem komentarz, że w Nowej Rudzie przeszła gwałtowna burza. Ktoś z Kłodzka, kto najprawdopodobniej był w domu podczas burzy, napisał wcześniej komentarz podobny. Trochę oszołomiony i niezbyt ogarnięty, byłem w szoku i niezbyt pamiętam co się działo do północy, ale mam wrażenie, że wiatr był już słabszy, nie padało. Pamiętam za to godzinę 00:30 już 19 stycznia - przesłuchałem jeszcze trochę muzyki na Interia.pl , wyłączyłem komputer i lada moment poszedłem spać. Dziadek, który zwykle chodził spać o wiele wcześniej, oglądał jeszcze jakiś dokument w telewizji o II wojnie światowej. Ja zaś poszedłem do sypialni na górę - spojrzałem jeszcze przez okno, niebo gwieździste i wiatr już słabszy, o wiele. Ubrałem się do spania, spojrzałem przez okno, jeszcze zgasiłem świecącą się choinkę w mojej sypialni. Tak pożegnałem mój najpiękniejszy dzień życia.

Tak, to była magia.
Analiza synoptyczna wichury z 18/19.01.2007:
http://lowcyburz.pl/download/cyryl_analiza.pdf
Offline

adriano92

Zarejestrowany

Zarejestrowany

  • Posty: 54
  • Dołączył(a): niedziela, 1 maja 2011, 21:57
  • Lokalizacja: Raczki, 18 km na SW od Suwałk
  • Numer GG: 34534447

Re: Opowieści o najgorszych burzach, jakie w życiu przeżyliś

Postsobota, 2 cze 2012, 00:57

Także i ja opiszę jedną z kilku burz, na których się wychowałem i której nie zapomnę do końca życia. Dla wielu była to jedna z najgorszych burz w ostatnim czasie, w mojej miejscowości na drugi dzień burza ta była numerem 1- każdy o niej mówił :lol: , natomiast dla mnie to była najpiękniejsza burza w życiu. Ponieważ jeszcze wtedy nie posiadałem internetu jedyną drogą informacji o pogodzie były prognozy tv i telegazeta ;) . 14.08.2008 wyczytałem na telegazecie właśnie o możliwości silnych burz na południu i wschodzie Polski i ulewach na zachodzie, lecz tak naprawdę nie wiedziałem co czeka Polskę tego dnia. Nadszedł wyczekiwany 15 sierpień. Załączyłem TV ale nawet nie natrafiłem na informację o burzach gradowych na południu kraju. Pamiętam jak około południa usłyszałem grzmoty na południe od mojej miejscowości, lecz burza przeszła bokiem a u mnie zachmurzyło się i z nimbostratusa popadało przez jakąś godzinę. Później niebo zaczęło się przecierać ale mimo wszystko wisiał poprzerywany stratus i masa innych chmur. Dopiero późnym popołudniem zaczęło się przejaśniać ale jedyną chmurą, która nie dawała spokoju był stratus- pamiętam to jakby wczoraj było -te spoglądanie w niebo i marniejąca nadzieja na jakąś burze. Nadszedł wieczór niebo zrobiło się pogodniejsze i z niecierpliwością czekałem, aż zrobi się ciemno by móc zauważyć czy nie błyska gdzieś na horyzoncie. Poszedłem oglądnąć prognozę pogody w TV, którą prowadził Jarosław Kret. Wtedy też usłyszałem te piękne słowa, że nad Mazury nadciąga silna burza. Od razu pobiegłem na dwór zobaczyć czy coś się dzieje. Po chwili obserwowania udało się zauważyć pierwsze błyski. To był moment, od którego zostałem cały czas na podwórku by obserwować co się dzieje. Co jakiś czas liczyłem ilość błysków na minutę i rachowałem sobie czy burza słabnie czy też nie. Pamiętam jak ich ilość podskoczyła z 40 do 60 - to były emocje. Nadeszła oczekiwana chwila kiedy na niebie pojawił się ogromny kalafior oświetlany bez przerwy wyładowaniami. Zawołałem rodziców, by przyszli zobaczyć coś tak niesamowitego. Przez kilka minut obserwowaliśmy w napięciu i ciszy. Właśnie ta cisza to było coś magicznego. Dziesiątki rozbłysków i ta niespotykana cisza a chmura znajdowała się już nad naszymi głowami. Burza rozpoczęła się równie cicho bez grzmotów tylko opadami, dopiero jak rozkręcała się dało się słyszeć cichsze i głośniejsze pomruki. Po ok 10 minutach wszystko ucichło, zostały tylko rozbłyski na niebie, ale widziałem, że z kierunku z którego przyszła burza znów mocno błyska. I wtedy zaczęło się. Ogromna ulewa z drobnym gradem, silny wiatr i istny stroboskop. Napięcia dodawały również coraz głośniejsze basowe grzmoty. I w końcu nastąpił finał finałów. Wtedy pierwszy raz poczułem pewien strach, ale z drugiej strony cieszyłem się jak nigdy później. Nastąpiła seria bardzo bliskich wyładowań doziemnych. Widząc je przez okno miało się wrażenie, że mają co najmniej 30 cm średnicy. Grzmot następował prawie jednocześnie z błyskawicą. I takich uderzeń było ok 10 :D . Nigdy przedtem i później w domu nie było takiej mobilizacji, by być ubranym i w każdej chwili uciec z domu w przypadku, gdy w dom uderzy piorun. Wszyscy w domu byli wystraszeni ale ja czułem satysfakcję. Mimo, że w mojej okolicy burza nie wyrządziła szkód to właśnie ją zapamiętam jako najlepszą i najstraszniejszą :) .
Następna strona

Powrót do Hyde park

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron