Moje nocne łowy - Lublin i okolice

"Nasi Łowcy w praktyce i od kuchni, czyli dokumentacja wypadów i zwierzyna"
Regulamin forum
UWAGA: Prosimy o zakładanie tematów dot. bieżącego sezonu w tym dziale. Do poddziału Archiwum trafią wszystkie tematy, w których nie notowano aktywności przez co najmniej 6 miesięcy.
Michal.Ganski
Zarejestrowany
Zarejestrowany
Posty: 12
Rejestracja: sobota, 1 sie 2009, 11:42
Pseudonim: Mikeg
Numer GG: 0
Lokalizacja: Lublin
Kontakt:

Moje nocne łowy - Lublin i okolice

Postautor: Michal.Ganski » czwartek, 5 lip 2012, 10:43

Witajcie,
za mną nieprzespana noc. Ale po kolei. Mimo, że Łowcy przesunęli 2kę na północny wschód cały dzień myślałem tylko o nadchodzącym wieczorze. W końcu nadzieja umiera ostatnia :)
Wracając po 19 z okolic Świdnika widziałem, że nad zachodnim horyzontem buduje się piękna SC. Szybki telefon do kumpla z Jastkowa i już wiedziałem, że na zachód od Lublina jest nieciekawie(lub ciekawie, jak kto woli ; ) ). Nie bacząc na to, że byłem 12 godzin w pracy wpadłem do domu, rzut oka na baterię w aparacie, pilot zdalnego sterowania w dłoń, statyw w samochodzie i na łowy (mina żony - zawsze bezcenna). Wsiadam w samochód i konsternacja.. gdzie jechać? Mam kilka pięknych miejsc w okolicach Lublina. Padło na poligon na północnym zachodzie miasta. Miejsce piękne, jednak niezbyt bezpieczne(o czym za chwilę). Komórka z zachodu rozrosła się do niebotycznych rozmiarów. Zdjęć niestety z niej nie uchwyciłem, gdyż była trochę za daleko i generowała nawalny opad deszczu (choć nie mam potwierdzeń to na pewno również gradu). Zafascynowany pięknym i jakże groźnym spektaklem popełniłem jeden poważny błąd.... Nie oglądałem się za siebie. Z pięknego przedstawienia wyrwał mnie przerażający trzask kilkaset metrów za moimi plecami. Okazało się, że na płd-wsch Lublina wybuchła kolejna komórka postanawiając pokazać mi, jaki jestem malutki w starciu z potęgą natury.
Pioruny zaczęły bić całe osiedle Czechów, jeszcze nigdy tak szybko nie złożyłem statywu ;)))))
Uciekając z przeklętego poligonu znów konsternacja. Gdzie jechać, aby łapać pioruny, nie dać się zmoczyć (jak się okazało, był to podczas tej nocy jedyny moment, gdzie mocniej popadał deszcz na północy Lublina) i przede wszystkim, nie dać się zabić szalejącej nade mną bestii.
Chwilowy nawalny opad przeczekałem na stacji BP (obok szpitala na Chodźki) i gdy deszcz ustał (stroboskopowy spektakl na niebie na szczęście miał się dobrze) postanowiłem udać się na budowę za Realem(ul. Chodźki). Wybierając odpowiednie miejsce ku mojemu zaskoczeniu spotkałem tam młode małżeństwo próbujące łapać pioruny kompaktem z monopoda(pozdrawiam Was!!). Ale co tam, razem raźniej. Spektakl na wschodnio-północnym niebie trwał na dobre. Ciekawostką w tej części łowów był piękny fractus pędzący nad samą ziemią w kierunku zupełnie odwrotnym niż cały układ ("zaprzyjaźniona" para fotografów podsumowała to cudo jako tornado, ale nic takiego nie miało miejsca). Burza oddalając się na Lubartów (tam też dzwoniłem, podobno mieli tam nawalny opad deszczu) dawała piękny pokaz rozbłysków. Stwierdziłem, że czas zmienić obiekt polowania. Szybki rzut na skany radarowe (chwała wynalazcy technologii 3G w telefonach) i już wiem, że z południa Lublina atakuje kolejne monstrum. I powtórka z rozrywki. Gdzie jechać?
I tu niestety padło na nieszczęsny poligon....
Udając się na owe pustkowie przez szyby samochodu nie byłem w stanie stwierdzić, skąd i gdzie się błyska. Świeciło się dosłownie wszystko z każdej strony. Serce waliło mi jak szalone (czy ja jestem zboczony? ;) ). Dojeżdżając na moją miejscówkę, lekko wystraszony wysiadłem z samochodu (rzut oka na skany radarowe jest godzina 22.30 - główny rdzeń będzie mijał mnie od zachodu). Myślę, ok. wysiadam. Nad głową chmurówki przecinają niebo od horyzontu do horyzontu. Grzmi, aż się szyby trzęsą w aucie, ale myślałem, że doziemnych nie ma w okolicy. I znów błąd (piszę to, aby Was przestrzegać...). Fotografując horyzont w pewnym momencie dosłownie widziałem, jak z burzy oddalonej o kilka (naście) kilometrów piorun dosłownie mknie prosto na mnie ....... i uderza w sam środek mojego pustkowia jakieś 300m ode mnie. Uwierzcie lub nie... Przysiadłem aż przy statywie. Jeszcze nie wyrównałem oddechu po pierwszym ostrzeżeniu, a burza postanowiła pokazać potęgę po raz drugi. Poprawka dosłownie w to samo miejsce, tym razem piorun przyleciał gdzieś ze wschodu. Trzymając się zasady "do trzech razy sztuka" postanowiłem po raz kolejny skapitulować i schowałem się do samochodu. Burza od południa weszła do Lublina od zachodniej strony rażąc w miasto licznym chmurówkami. Mimo drżących rąk postanowiłem udać się w bardziej "cywilizowane" miejsce. Wróciłem na wspomnianą stację BP. Chwyciłem jeszcze kilka piorunów, ale znów opad w oddalonej zaledwie kilka kilometrów burzy był tak nawalny, że zdjęcia nie zachwycały.
Ku "uciesze" żony po powrocie do domu popstrykałem jeszcze z okna w kuchni (po raz kolejny bezcenna mina żony widzącej jak rozstawiam statyw w kuchni;) ). Złapałem jeszcze parę chmurówek na północ od Lublina i stwierdziłem, że czas się kąpać. Leżąc w wannie rozmarzony wspominałem kolejną piękną przygodę.
Podsumowując. Widziałem piękny spektakl, dziwił mnie mocno punktowy opad deszczu we wszystkich otaczających Lublin burzach. Zdobyłem kolejne doświadczenia (zwłaszcza z zakresu bezpieczeństwa, albo raczej niebezpieczeństwa podczas łowów) i myślałem, że szczęśliwy położę się spać.
Wchodząc na stronę Łowców (tu już chyba się uzależniam powoli) już po kąpieli późno w nocy zacząłem czytać relacje z Warmii i Mazur. Szczęście mi trochę opadło. Dlaczego to tak działa, że szczęście jednych jest związane z tragedią innych? .....




















Mikołaj_Lulkiewicz
Sympatyk
Sympatyk
Posty: 749
Rejestracja: poniedziałek, 6 lip 2009, 18:18
Lokalizacja: Grodzisk Wielkopolski
Kontakt:

Re: Moje nocne łowy - Lublin i okolice

Postautor: Mikołaj_Lulkiewicz » piątek, 6 lip 2012, 09:49

Piękne zdjęcia! Gratuluję złapanej "zwierzyny" i udanych łowów. :P


Wróć do „Łowy”