Podsumowanie sezonu burzowego 2010 w Polsce

Awatar użytkownika
Krzysztof_Ostrowski
SkyPredict
SkyPredict
Posty: 1505
Rejestracja: wtorek, 30 wrz 2008, 14:36
Numer GG: 8744878
Lokalizacja: Białystok
Kontakt:

Podsumowanie sezonu burzowego 2010 w Polsce

Postautor: Krzysztof_Ostrowski » wtorek, 23 lis 2010, 21:10

Postanowiłem jeszcze raz przypomnieć wszystkim, jaki był tegoroczny sezon burz w Polsce. Będę omawiał poszczególne miesiące, skupiając nieco więcej uwagi na najsilniejszych incydentach burzowych. Zamieszczę też swoje spostrzeżenia. Korzystałem tu z własnych informacji, ale także częściowo z wiadomości na forum. Teraz, kiedy mamy jesień, a wkrótce nastąpi atak zimy, takie wspomnienia lata i burz na pewno są ciekawe. A więc przeżyjmy to jeszcze raz ;)

MARZEC

Właśnie w tym miesiącu wystąpiły pierwsze podrygi sezonu burzowego. Za inaugurację należy uznać noc z 14 na 15 marca, kiedy na froncie arktycznym, w warunkach silnego wymuszania, utworzyła się bardzo cienka i niepozorna linia Cb-ków przemieszczająca się z północy na południe. Dała ona wyładowania w Małopolsce (ku uciesze niektórych łowców ;)). Oto jak wyglądał początek sezonu:



Pod koniec marca, wraz ze znacznym ociepleniem, występowały kolejne epizody burzowe m.in. na Warmii, Mazowszu i Lubelszczyźnie.

KWIECIEŃ

W kwietniu wiele innych rejonów kraju miało swoją inaugurację sezonu (m.in. u mnie). Burze na ogół były oczywiście mało aktywne elektrycznie. Za to stolica rozpoczęła sezon dosłownie od mocnego uderzenia. 5 kwietnia piorun uderzył w Most Poniatowskiego. Oto i link



MAJ

Miesiąc maj rozpoczął się bardzo mocnym uderzeniem na południu kraju - prawdziwy sezon burz rozpoczął się właśnie tam 1 maja. Wieczorne i nocne burze w Małopolsce, Podkarpaciu i ziemi świętokrzyskiej były bardzo aktywne elektrycznie, bez porównania do „pierdów” z poprzednich miesięcy. Przypominały bardzo burze z lata. Dla niektórych na południu kraju była to dopiero inauguracja sezonu, ale za to jaka. Miałem szczęście być w tym czasie w okolicach Sandomierza i przez wiele godzin (zjawisko training) obserwować z tarasu tamtą burzę ;) Jaki początek maja, taki cały miesiąc. Burz w maju było dużo. Wilgotnych mas powietrza aż za nadto (patrz powódź). Co do tych gwałtownych zjawisk, to na uwagę zasługuje przede wszystkim trąba powietrzna z 18 maja na Suwalszczyźnie (o sile F2) i trąby z 24 maja z rejonu Kutna. Te ostatnie były spowodowane przez całkiem niepozornie wyglądającą na radarach mini-superkomórkę burzową. Więcej informacji na temat tych zjawisk tutaj:

CZERWIEC

Pierwsza część miesiąca była wybitnie burzowa. Zjawiska konwekcyjne były gwałtowne i bardzo aktywne elektrycznie. 2 czerwca , w wyniku adwekcji ciepłej i bardzo chwiejnej masy z Ukrainy, na Lubelszczyźnie powstał pierwszy w tym roku zorganizowany MCS, który skierował się w stronę Mazowsza i dalej na Warmię i Mazury. Przybrał postać liniową (przez krótki czas było nawet bow echo). Przyniósł porywisty wiatr, bardzo silne opady i mnóstwo wyładowań. Front szkwałowy (ang. gust front) tego MCS-a prezentował się całkiem efektownie nad Warszawą (zdjęcie Artura Surowieckiego) w postaci shelf clouda:



3 czerwca nad stolicą przeszła superkomórka dając oberwanie chmury. Łowcy zaobserwowali tam również zjawisko funnel cloud. Jednak najwięcej namieszał wielki klaster burzowy z południa Polski. W wielu miejscach spadło w dość krótkim czasie po 50 mm deszczu i więcej. To właśnie ta multikomórka przyczyniła się do wystąpienia drugiej fali powodziowej:



W następnych dniach sezon burz nie zwalniał. Zrobiło się szczególnie gwałtownie, gdy 10 czerwca do naszego kraju zaczęła wkraczać zwrotnikowa masa powietrza, a temperatury w kraju zaczęły dochodzić do 30 stopni:



10 czerwca w zachodniopomorskiem superkomórka spowodowała grad o średnicy 5 cm oraz niszczące porywy wiatru. Kolejne dni były prawdziwym apogeum sezonu. Właśnie dni 11-12 czerwca to wg mnie najsilniejszy incydent burzowy w roku 2010 w Polsce.
11 czerwca – tego dnia cała Polska tonęła w upale i na przeważającym obszarze nie było burz. Jednak na północy, w pobliżu strefy frontowej nie było spokojnie. Nagromadzona tam wilgoć (punkty rosy 19-21 stopni) i wysoka temperatura zaskutkowały dużą chwiejnością. Na froncie powstała fala i niż dolny dzięki czemu nabrał on cech frontu chłodnego i zaczął wypychać zwrotnikową masę powietrza.




W rejonie wystąpiły również znaczne uskoki pionowe wiatru (0-6 km shear 20-25 m/s i więcej) i znaczne przepływy w środkowej troposferze. Wszystko wskazywało na bardzo silne burze. W rezultacie, w pasie od Pomorza Zachodniego po Warmię i Mazury przeszły bardzo gwałtowne zjawiska burzowe. Najpierw na Pomorzu szalała ogromna superkomórka wysokoopadowa, która dała w wielu miejscach opady wielkiego gradu (do 5-6 cm średnicy) oraz niszczące porywy wiatru:



Następnie superkomórka przekształciła się w większą multikomórkę, która na Pomorzu Gdańskim uformowało dość duże i dobrze wykształcone bow echo. Wciąż występowały bardzo silne porywy wiatru i opady dużego gradu. Ostatnie niszczące porywy wystąpiły na Warmii w związku ze zjawiskiem bow echo, stacje w Elblągu i Olsztynie zanotowały poryw 94 km/h:



Układ burzowy doszedł aż do Podlasia, ale w znacznie osłabionej formie. Tego dnia w ESWD zanotowano aż 23 raporty o gwałtownych zjawiskach w Polsce (głównie wiatr i grad).

12 czerwca – zwrotnikowa masa powietrza występowała przede wszystkim na południu kraju. W pasie od Opolszczyzny do Polesia ciągnie się niemal nieruchoma strefa frontowa, która wieczorem i w nocy wyraźnie nabierze cech frontu chłodnego:




Na południe od tej strefy występowała wyraźna zbieżność wiatru i gromadziło się bardzo dużo wilgoci (punkty rosy do 20-22 stopni). Wybitnie chwiejnej masie powietrza towarzyszyły silne prędkościowe uskoki wiatru (DLS około 20 m/s) obecne w pobliżu granicy dwóch mas. Konwekcja nie wybuchała aż do późnego popołudnia. Sondaż z Popradu prezentował typowy „załadowany karabin” (ang. loaded gun sounding) i obecność elevated mixed layer. To mogła być przyczyna wstrzymania rozwoju burz do późniejszych godzin, ale też zwiększało ich gwałtowność w momencie ich inicjacji:



Dopiero pod koniec dnia na południu kraju zaczęły wybuchać komórki, a wiele z nich szybko przemieniało się w superkomórki. Wkrótce mieliśmy ich wysyp:




Największa z nich wystąpiła w Świętokrzyskiem. Skutek tych superkomórek? Największy incydent gradowy w naszym kraju od lat. Grad o średnicy 5 cm+ występował w wielu rejonach Polski południowej, a na południu Mazowsza kula gradowa osiągnęła aż 10 cm! Stało się to za sprawą superkomórki lewo-skrętnej (left mover), która szła na północ w rejon zimniejszego powietrza. Być może chlodniejsze warunki pozwoliły zachować taką wielkość tych gradzin.



Grad ponadto dał o sobie znać przede wszystkim w Świętokrzyskiem (m. in. Sandomierz), ale także na Opolszczyźnie i w Małopolsce. Ponadto, lokalnie superkomórki dawały bardzo silne porywy wiatru, głównie w Świętokrzyskiem. Tego dnia na dodatek w pasie od Mazowsza po Podlasie wystąpiło bardzo wiele burz, których całe pasma przechodziły nad jednym obszarem dając dużo deszczu i wyładowań (training). W sumie tego dnia do ESWD zostało zgłoszonych 19 raportów (niemal wszystkie gradowe).

Oto raporty z ESWD z 11-12 czerwca:




W tamtych dniach wiele osób sądziło, że będzie to przynajmniej burzowy sezon 10-lecia. Jednak przez następny miesiąc (niemal do połowy lipca) nastąpiła posucha. Burz było w tym czasie bardzo mało.

LIPIEC

Pierwsza część miesiąca była w miarę spokojna. Worek z burzami otworzył się ponownie na dobre 13 lipca, kiedy na Podlasiu klaster burzowy przyniósł ulewne i długotrwałe opady deszczu oraz bardzo silne porywy wiatru (Białystok i okolice). W tym czasie, tak się złożyło, byłem w zupełnie innym miejscu kraju, w Małopolsce, gdzie miałem okazję obserwować wieczorkiem bardzo aktywną elektrycznie burze z tarasu przy piwku ;) Burza ta przyniosła bardzo silne porywy wiatru w rejonie Tarnowa. W kolejnych dniach burz również nie brakowało i były gwałtowne.

17 lipca – tego dnia wystąpiły najgwałtowniejsze burze w lipcu. Do całego kraju napłynęła gorąca zwrotnikowa masa powietrza, a upały były niemiłosierne (przy 35 stopniach „zwiedzałem” Tarnów i okoliczne górki). Na zachodzie kraju na chłodnym froncie atmosferycznym wystąpiło zafalowanie, które przyczyniło się rozwoju zjawisk burzowych:



W strefie frontowej już przed południem temperatury osiągały blisko 30 stopni, a punkty rosy 19-20 stopni. W dodatku występował wzmożony przepływ oraz warstwy suchego powietrza w środkowej troposferze. W dodatku, większość uskoków wiatru występowała w dolnych 3 km (ponad 15 m/s). W rezultacie, w pobliżu zafalowania rozwinął się układ burzowy z wbudowaną, niewielką linią szkwałową. MCS w godzinach przedpołudniowych przeszedł od Ziemi Lubuskiej do Pomorza i wytwarzał po drodze niszczące porywy wiatru. Oto mapa raportów na ESWD ukazująca trasę przejścia burzy:



Być może był to układ burzowy o największym potencjale wiatrowym w roku 2010.

W kolejnych dniach lipca również burz nie brakowało. Mi zapadł w pamięć MCS w formie linii szkwału, który przeszedł przez Podlasie 27 lipca. Wał szkwałowy (shelf cloud) wisiał tak nisko i poruszał się tak szybko, że mnie zaskoczył tym, jak nagle nadszedł. Podobnie, jak wiele innych burz w tym roku na Podlasiu, układ przyszedł z południowego-wschodu.

SIERPIEŃ

Ten miesiąc był najbardziej burzowym w tym sezonie i najbardziej burzowym sierpniem od lat. Już od początku burz nie brakowało. Dość gwałtowne burze występowały już 3 sierpnia. Jednak największe show wyładowań mieliśmy 6 sierpnia. Wówczas do Polski zaczęła „wlewać” się z południowego-wschodu zwrotnikowa masa powietrza (T850 hPa aż 20 stopni). Powietrze było bardzo wilgotne (punkt rosy we wschodniej i środkowej Polsce wynosił 20-22 stopnie), co przy temperaturach rzędu 27-30 stopni, przekładało się na SBCAPE w granicach 2000-3000 J/kg. Dodatkowo występowała adwekcja ciepła w dolnej troposferze. Najpierw silna burza (niewielka linia szkwału) rozwinęła się na południu i skierowała ze Śląska w stronę Ziemi Łódzkiej. Następnie na Ukrainie i Lubelszczyźnie nastąpił bardzo gwałtowny rozwój konwekcji. W końcu to wszystko połączyło się pod wieczór nad Mazowszem. W rezultacie powstał największy (obok tego z 16 sierpnia) w tym roku zorganizowany MCS w formie linii szkwału z wbudowanym bow echo.

Obrazek

Jednak największe szkody wiatrowe występowały przede wszystkim na Mazowszu, jeszcze przed połączeniem w ten większy układ burzowy. Poza tym miały miejsce bardzo ulewne opady deszczu i została zanotowana największa w tym roku liczba wyładowań. Ja mogę powiedzieć tyle, że obok mojego miasta MCS nagle się "urwał" i poza wiatrem związanym z gust frontem i paroma bliższymi wyładowaniami, deszcz niemal w ogóle nie wystąpił! Zwracam uwagę, że w tym roku MCS-y wędrujące z południowego-wschodu były powszechne. Występowały one zwykle w warunkach bardzo dużej chwiejności, często pierwszego dnia napływu gorącej masy (adwekcja ciepła zaraz za frontem ciepłym), nawet w obecności tylko umiarkowanych uskoków wiatru.

W następnych dniach sierpień wciąż nie odpuszczał. W dniach 13-16 sierpnia mieliśmy kolejny, kilkudniowy incydent silnych burz (najsilniejszy obok tego z 9-12 czerwca). Miało to związek wpierw z napływaniem bardzo wilgotnej, masy zwrotnikowej, a potem z jej wypychaniem. W międzyczasie we wschodniej połowie kraju miała miejsce fala upałów (do 34 stopni). 13 sierpnia wieczorem i w nocy przez Podlasie przeszły bardzo aktywne elektrycznie burze (miałem 4 "stroboskopy" ;)). Rozwijały się one w warunkach wielkiej chwiejności termodynamicznej (punkty rosy do 22 stopni). Burze przyniosły przede wszystkim szkody wiatrowe i miały postać niezbyt dużych multikomórek. Za sprawą silnych szkwałów straż była wzywana 200 razy. W bardzo gorących (>30 stopni) i wybitnie chwiejnych warunkach, rozwój silnych szkwałów jest zwykle faworyzowany, co potwierdziło się tutaj. Na dodatek tego dnia musiał wystąpić na Podlasiu nieco silniejszy przepływ w środkowej troposferze (pewnie około 15 m/s na 700 hPa), co spowodowało dość zdecydowany ruch burz i ich dłuższe istnienie. 15 sierpnia ciepła gorąca masa objęła swoim zasięgiem większość kraju, a na zachodzie występowała potencjalnie bardzo niebezpieczna strefa frontowa, związana z silniejszymi pionowymi uskokami wiatru. Tymczasem to w Polsce centralnej wystąpiły najsilniejsze burze. Tego dnia występowała tam rekordowa w tym roku chwiejność termodynamiczna. Punkt rosy wzrósł do 23 stopni w Warszawie, co w połączeniu z temperaturą powyżej 30 stopni dało SBCAPE osiągające nawet 4000 J/kg (sondaż w Legionowie, przy punkcie rosy około 20 stopni, wskazywał SBCAPE ponad 2500 J/kg). Taka wielka chwiejność i rozgrzana warstwa graniczna w połączeniu z bardzo dużymi pionowymi gradientami temperatury i suchym powietrzem w środkowej troposferze, to najlepsza mieszanka do bardzo silnych zjawisk downburst. Pionowe uskoki wiatru były w tym rejonie co najwyżej umiarkowane. Oto sondaż z Legionowa:



W rezultacie, na Mazowszu i Kujawach, wystąpiły multikomórki i pojedyńcze komórki (część z nich przyszła z południa). Część rdzeni opadowych była wyjątkowo silna, a niektóre wykazywały pewne cechy superkomórkowe. Najsilniejsze komórki dały miejscami niszczące szkwały, najsilniejszy z nich miał zdmuchnąć nawet ceglaną stodołą (co sugeruje nawet możliwość szkód F2/T4). Podmuchy zrywały też dachy i kładły drzewa. Oto mapa raportów ESWD:



Tego dnia wystąpiły zdecydowanie najlepsze w tym roku warunki na zjawiska downburst w Polsce, co się potwierdziło po raportach o zniszczeniach.

Następnego dnia, czyli 16 sierpnia, na strefie frontowej, która przebiegała przez Polskę, na południu kraju utworzył się niż, a front chłodny nabrał silnego przyspieszenia w kierunku północno-wschodnim, wypychając gorącą masę zwrotnikową:



W rezultacie, w środowisku dużej chwiejności i znacznych pionowych uskoków wiatru, burze z łatwością się organizowały w bardzo groźne struktury. Na Węgrzech i Słowacji, silne superkomórki burzowe i multikomórki spowodowały gradobicia i wiatry, na Węgrzech wystąpiły również trąby powietrzne. Na Śląsku jedna z superkomórek dała grad o średnicy 6 cm. W końcu, w warunkach przyśpieszającego frontu chłodnego, utworzył się u nas układ burzowy. Miał on formę nieregularnej linii, w której występowały segmenty LEWP:



MCS był potężny. Sam układ nie przemieszczał się szybko, jednak segmenty bow echo miały znacznie większą prędkość przemieszczania się. Przez moment wydawało się, że może dojść nawet do wystąpienia seryjnego derecho, jednak porywy wiatru na trasie układu nie okazały się tak silne. Głównymi skutkami burzy był miejscami niszczący wiatr oraz silne ulewy. Tego dnia niektórzy łowcy mieli okazję obserwować dwukrotnie w krótkim czasie chmurę shelf cloud. Domyślam się, że pierwsza z nich miała związek z MCS-em, a druga z przyspieszającym frontem chłodnym. Trzeba przyznać, że jest to sytuacja dość niecodzienna.

Jednak to wciąż nie było wszystko, co miał sierpień do zaoferowania. 22 sierpnia w okolicach stacjonarnej strefy frontowej przebiegającej z zachodu na wschód, rozwinęły się gwałtowne burze. W warunkach dość dużej chwiejności (1500-2000 J/kg) i znacznych pionowych uskoków wiatru (0-6 km shear około 20 m/s) nastąpił wysyp superkomórek burzowych. Dały one jeden z największych w roku zdarzeń gradowych (w wielu miejscach grad osiągał 4-5 cm). To już kolejny przykład z tego roku, który potwierdził że najlepsze warunki do powstawania dużego gradu to intensywny i długo istniejący prąd wstępujący. A taki zwykle występuje przy odpowiednio dużej chwiejności i znacznych uskokach wiatru z głębszych warstw. Oto raporty ESWD z tego dnia:



Jednak to jeszcze nie był koniec. Po jakimś czasie burze połączyły się i utworzyły większy klaster burzowy przesuwający się na wschód. Układ nie wyglądał na świetnie zorganizowany, ale dawał po drodze jeszcze dość silne porywy wiatru. Duże było moje zdziwienie, gdy późnym wieczorem gust front dotarł do mnie i powiało z 70 km/h (co obserwowałem w terenie). Warto dodać, że w nocy z 22 na 23 sierpnia MCS nadszedł do Polski zachodniej z Niemiec i spowodował w Lubuskiem szkody wiatrowe (wiele osób nie miała prądu).

Wkrótce potem gorące masy opuściły na dobre nasz kraj. Jednak sezon burz wciąż nie dawał za wygraną. 27 sierpnia przez Polskę przechodził bardzo aktywny ośrodek niżowy z systemem frontów, w którego ciepłym sektorze powietrze cechowało się małą/umiarkowaną chwiejnością (CAPE rzędu 500-1000 J/kg).



Jednak w pobliżu strefy frontowej występował silny przepływ i uskoki wiatru (0-6 km shear 20-25 m/s, 0-1 km shear 10-15 m/s, SRH3 około 150-250 m2/s2). Na dodatek, pojawił się tam bardzo niski poziom kondensacji (po południu na Mazowszu i Lubelszczyźnie przy temperaturze 21 stopni, punkt rosy osiągał 19-20). To wszystko sprzyjało rozwojowi trąb powietrznych związanych z mezocyklonem. W rezultacie pojawiły się takie zjawiska (2 lub 3), a najsilniejsze z nich w Woli Rębkowskiej (południe Mazowieckiego), miało prawdopodobnie siłę F2/T5. To był najbardziej znaczący dzień w tym roku, jeśli chodzi o trąby powietrzne, a te tornado było chyba najsilniejsze w tym roku. Oto link:



Potwierdziło się, że w środowisku małej/średniej chwiejności, ale znacznych uskoków wiatru (zwłaszcza w dolnej warstwie) i bardzo niskiego poziomu kondensacji, rozwój nawet dość silnych trąb powietrznych jest bardzo możliwy. Co ciekawe, tornado z Woli Rębkowskiej powstało z niepozornej komórki opadowej, która niemal nie dawała wyładowań (!). Był to kolejny przykład tego, że mini-superkomórki stanowią bardzo duże zagrożenie w sprzyjających warunkach. Często jedyną oznaką jest malutki rdzeń opadowy, który wyraźnie porusza się w innym kierunku niż pozostałe struktury konwekcyjne.

W następnych dniach nastąpiło w kraju dramatyczne ochłodzenie i przyszła ponura, chłodna i deszczowa pogoda. Jesień wkroczyła wyjątkowo gwałtownie. To oznaczało jedno – sezon burz zmierzał ku końcowi, a jego apogeum zdecydowanie minęło.

WRZESIEŃ

Ostatnie podrygi sezonu miały miejsce właśnie w tym miesiącu. Burze pojawiały się gdzieniegdzie, ale zazwyczaj nie były silne. W połowie miesiąca miałem ostatnie dwa dni z burzą. Burze z 16 września rozwijały się w warunkach bardzo silnego przepływu w troposferze i miejscami dały silne szkwały (w Białymstoku też powiało koło 70 km/h). 17 września miałem ponownie burze. To już były jedna z ostatnich podrygów w Polsce.

W październiku panowały na ogół surowe masy powietrza i ośrodki wyżowe. Listopad to okres szarug, opadów i stratusów. Sezon dobiegł końca. Jaki był? Z pewnością mocno burzowy. Silnych zjawisk burzowych było dużo, niektóre incydenty burzowe trwały kilka dni. Część burz była bardzo gwałtowna. Jednak nie było w tym roku tak głośnych i niszczycielskich zdarzeń burzowych jak w poprzednich latach (15.08.2008, 23.07.2009). Sezon się skończył, teraz pora na białe zimowe szaleństwo ;) Na pocieszenie dla niektórych: następny sezon już za parę miesięcy :D
Pozdrawia Krzysiek ;)

Obrazek
gg: 8744878
e-mail: krzysio.ostrowski@gmail.com

Wróć do „Podsumowania ogólne od 2008r. (archiwum)”